czy wolno chcieć zatrudnić tylko osoby o nazwisku zaczynającym się na K, czyli o dyskryminacji

February 7th, 2010

Czytam “Myths, lies and downright stupidity” Stossela. Ciekawa książka, zwłaszcza rozdział o edukacji, w jednym miejscu było jednak fałszywe rozumowanie. Mitem jest, że kobiety zarabiają 59% (czy ileś tam) tego, co mężczyźni za tę samą pracę, bo gdyby tak było, wszyscy chcieliby zatrudnić kobiety i mieć 59% kosztów przy takich samych wynikach, pisze Stossel.

Założenie tu jest takie, że właściciele firm kierują się stuprocentowo zyskiem. Może wielkie koncerny tak, ale małe firmy, w których właściciel ma codzienny kontakt z tymi, których zatrudnia, nie zawsze. Gdy podstawowy zysk jest wyrobiony, przedsiębiorcy są gotowi dopłacić (czyli zarobić mniej) w zamian za komfort psychiczny, bo są ludźmi. Jednym z aspektów tego komfortu psychicznego może być stykanie się z jakimś rodzajem ludzi chętniej niż z innym. Robimy to często jako klienci, z kilku dobrze obcinających włosy fryzjerów wybierając tego, z którym nam się najlepiej rozmawia, idąc do knajpy z milszą obsługą czy nawet (w przypadku panów) po prostu z tą biuściastą blondyną za barem. Nikogo to nie oburza i nie powinno. Zatrudniając ludzi, tak samo jest się ich klientem, płaci się im za usługę, którą wykonują i tak samo można kierować się w jakimś stopniu swoim indywidualnym komfortem psychicznym w kontakcie z daną jednostką, jeśli jest się skłonnym za to zapłacić.

Nasza firma miała politykę zatrudniania wyłącznie imigrantów “prosto z tratwy”, ledwo przybyłych i jeszcze nie rozleniwionych Nową Zelandią. Nasza największa konkurencja, mająca około dwukrotnie mniejszą część rynku, zatrudnia wyłącznie Kiwi. Zatrudniali, uwaga, sześciokrotnie więcej osób niż my. Wiedzieli o tej różnicy? Wiedzieli, ale nie zamierzali się zmieniać. Komfort pogadania o wspólnie znanych osobach z prowincjonalnych miasteczek, o rugby, nie obawiania się, czy się kogoś nie obraziło, nie zastanawiania się, czy dwie osoby gadające w obcym języku obgadują mnie i tak dalej był najwyraźniej wart utraconych zysków dla właścicieli. Nasza różnorodność rzeczywiście była momentami związana ze stresem i nieporozumieniami - dla szefostwa (i dla mnie) było to ciekawe, a to, czego można było się przy tej okazji nauczyć, było nabywaniem cennych kwalifikacji, ale większość ludzi nie traktuje tego w taki sposób i woli znane, bezpieczne środowisko. Firmy z polityką rekrutacyjną taką jak nasza są rzadkie i wymóg nowozelandzkiego doświadczenia (co w praktyce oznacza pewnien poziom asymilacji) jest bodajże najczęściej pojawiającym się w tutejszych ogłoszeniach o pracę.

Ja też swoje upodobania mam i jeśli będę kiedyś mieć firmę i zatrudniać ludzi, to - o ile utracone zyski będą do zniesienia i o ile prawo mi tego nie zabroni - jak najbardziej zamierzam kierować się przy zatrudnianiu między innymi tymi upodobaniami.

(Tego typu dyskryminacja skupia się zwykle na kręgach kulturowych, zainteresowaniach, stylu bycia i tym podobnych, nie na płci; kobiety zarabiają statystycznie mniej głównie dlatego, że wybierają niżej płatne a lżejsze prace, są mniej skłonne do zostawania po nadgodzinach i innych form dawania firmie pierwszeństwa przed rodziną, są bardziej nieśmiałe przy domaganiu się podwyżek i pewna ich część robi sobie przerwę w karierze na dzieci.)

TradeMe, czyli moje nowe hobby

February 3rd, 2010

prosimy zmuście nas

February 2nd, 2010

niezrozumiała śmierć ciężko pracującego dobrego człowieka

February 2nd, 2010

kot jest matys

January 30th, 2010

niezwykle obca kultura

January 28th, 2010

okropne nudne dni z BBC

January 26th, 2010

fotoblog z rekinem i cepelią

January 24th, 2010

meteorolodzy szaleni tak samo jak pogoda…

January 22nd, 2010

*******e zasady białych *********ów

January 18th, 2010