o nie lubieniu Polski, dawnej i dzisiejszej
Friday, April 16th, 2010Ten wybuch emocji w komentarzu Style85 pod poprzednim postem przypomniał mi pewien temat. Otóż jedną z rzeczy, które powodują brak porozumienia między dawniejszą a współczesną polską emigracją jest stosunek do Polski.
Starsza emigracja, która najczęściej opuściła kraj w czasie wojny lub ustroju komunistycznego, czuła się z Polski wygnana, ale z winy obcych sił, na które - i słusznie - można było zwalić to, że Polska była miejscem do życia nieprzyjemnym, w niektórych przypadkach niemożliwym. Upadek komuny został przyjęty przez nich z uzasadnioną radością, jak zresztą i przez Polaków w kraju i wszyscy żywili przekonanie, że teraz powinno być dobrze, z poprawką na fatalny stan, w jakim kraj zostawiła komuna i z którego trzeba będzie się powoli, pracowicie, solidarnie wygrzebać. Ci ludzie pragną w to wierzyć i ewentualne potknięcia są skłonni przypisywać w dalszym ciągu wrogim siłom, agentom i tak dalej. Dotyczy to głównie emigrantów najstarszych, tych po sześćdziesiątce.
Emigracja młoda nie ma tego komfortu postrzegania wyidealizowanej Polski jako ofiary. Dla nich Polskę uczynili miejscem nieprzyjemnym do życia demokratycznie wybrani politycy z obu stron sceny politycznej, ich głupie decyzje i przepisy przez nich stworzone, niekompetentni, złośliwi urzędnicy, i inni kombinujący, oszukujący, chciwi, negatywnie nastawieni, sfrustrowani rodacy. Żal młodszej emigracji jest skierowany bezpośrednio pod adresem Polski jako państwa i społeczeństwa i dawna emigracja często czuje się z tym niekomfortowo, bo burzy to historię, w którą chcieliby wierzyć. (Kiedy próbowałam podzielić się z polskimi siedemdzięciolatkami swoim zmartwieniem tym, że w Polsce całe miasteczka pustoszeją, bo młodzież wyjeżdża, popatrzyli na mnie tak, jakbym mówiła coś nieprzyzwoitego, o czym nie wypada wspominać i zmienili temat.)
Dla mnie najbardziej obrzydliwym aspektem polskiej rzeczywistości był właśnie poziom bezinteresownego, negatywnego nastawienia do innych ludzi, jadowitość, o której wspomina Style85 w komentarzu. Bo że jest biednie w porównaniu do Zachodu - to da się przeżyć; nie da się oczekiwać nadgonienia pięćdziesięciu lat mając na to tylko kilkanaście. Panującej ogólnie frustracji nie da się w pełni przypisać niedostatecznej ilości kasy, bo mam masę relacji z pierwszej ręki (od zaskoczonych tym faktem Polaków) o ludziach żyjących w gorszych warunkach materialnych, na przykład w Indiach czy krajach Ameryki Południowej, a bardziej uśmiechniętych, serdecznych i ucieszonych życiem i zdolnych cieszyć się z cudzego sukcesu niż Polacy - lub też co najmniej radzących sobie ze swoją frustracją w sposób mniej skierowany przeciwko innym ludziom. To, co dla mnie Polskę skreśla z listy krajów, w których chciałabym żyć i co stanowiło dla mnie największe rozczarowanie po powrocie do niej w końcówce lat 80-tych to właśnie mentalność (której nie przejawiają wszyscy, ale dostatecznie duża część, żeby to państwo uczynić bardzo męczącym miejscem).