zimna surowa ryba
Wednesday, October 31st, 2007Od miesiąca żywię się na lunch sushi i odczuwam pozytywne skutki tego, po przejściu z diety opartej na tostach.
Do sushi przekonywałam się powoli. Na początku nie byłam pewna, czy ten czarny, cienki materiał, który służy do owijania sushi jest jadalny, czy trzeba wszystko ze środka wydłubać. Ta niewiedza była krępująca, ale drogą dyskretnej obserwacji dowiedziałam się, że się je wszystko. To zresztą było nic w porównaniu z przypuszczeniami, lękami i wątpliwościami, jakie inne kultury potrafią mieć wobec jedzenia europejskiego.
Na górnej Symonds Street jest naprawdę świetny bar sushi, znajdujący się po prawej stronie ulicy, gdy jedzie się z centrum, niedaleko przystanku autobusowego za mostem. Jest też drugi, na rogu Symonds St i Newton Rd i tam jadam lunch, bo jest to bliżej miejsca pracy.
Mało kreatywni twórcy sushi biorą kawałek ryby, ewentualnie dorzucają kawałek awokado czy innego zielonego i owijają to w ryż. Kreatywni twórcy sushi, do których należą wymienione miejsca, tworzą całe wieloskładnikowe, kolorowe kompozycje, a że sushi kupuje się na kawałki wybierając po jednym z różnych tacek, w czasie jednego posiłku można doświadczyć dużej różnorodności smaków. Sushi to fast-food doskonały: gotowy natychmiast do zjedzenia, a jednocześnie znacznie zdrowszy i smaczniejszy od większości innych fast-foodów.
Ktoś kiedyś skrytykował marketing pewnej firmy mówiąc, że gdyby wymyślili sushi, to by je nazwali “zimna surowa ryba” i pod tą nazwą by próbowali sprzedać. W większości barów sushi są i surowe kawałki ryby, i nie surowe.
Surową rybę pierwszy raz jadłam podczas łowienia ryb na Coromandel. Była to ryba ledwo złowiona, rozkrojona nożem, obroniona przed ptactwem morskim, które chciało ją porwać i posmarowana wasabi, czyli zielonkawą, ostrą pastą. Ojciec A., który nas zabrał na ryby, powiedział, że możliwość jedzenia świeżych, surowych ryb to jak dla niego jedna z najlepszych rzeczy, jakie daje Nowa Zelandia. Zaniemówiłam. Wzięłam do ust kawałek mięsa, zaczęłam z ociąganiem żuć, ale potem dyskretnie poczęstowałam ptactwo morskie.
Teraz się oswoiłam z surową rybą i wybrałabym się jeszcze raz na łowienie, żeby tym razem się po prostu najeść dobrą, zimną, surową rybą.