Archive for June, 2008

dobrze spędzona sobota: picie na Waiheke.

Sunday, June 29th, 2008

Wczoraj wybraliśmy się na Waiheke na zorganizowaną wycieczkę autobusową po winnicach. Zwykle stronimy od turystyki zbiorowej i dotychczas jeździliśmy tam sami, ale tym razem chcieliśmy pić.

Autobus był fajny. Kierowca, należący do dawnego chowu hippisów z Waiheke, opowiedział dużo lokalnych plotek - na przykład o miejscowym artyście, którego odkryli ludzie z Nowego Jorku i mu zorganizowali wystawę w prestiżowej galerii nowojorskiej,a potem próbowali go zmusić do założenia butów na otwarcie wystawy, ale on się nie dał i przyszedł boso, tak jak zawsze chodził, pomalowawszy sobie stopy czarną farbą, żeby nie było tego na pierwszy rzut oka widać. Oplotkował też ludzi, których nie lubi, przy okazji przejeżdżania koło ich domów. Musi uwielbiać swoją pracę.

Dał radę dotyczącą inwestowania w nieruchomości: iść za hippisami, dziwnymi artystami i tym podobnymi. Tacy przyszli na Waiheke i stworzyli takie ciekawe mikrospołeczeństwo z mnóstwem wydarzeń artystycznych, że potem ceny nieruchomości skoczyły o 700%. Część została nadając wyspie jej niepowtarzalny klimat, ale hardcorowcy wynieśli już się i swoje uprawy marihuany gdzie indziej, na Great Barrier Island znajdującą się w bezpiecznej odległości od Auckland.

Fotki:


Pod palmą w ogródku restauracji w Stonyridge.

Element wystroju wnętrza w Stonyridge. Winiarnie na Waiheke obwieszają się obrazami miejscowych artystów, których jest pod dostatkiem i są klientem - a czasem galerią i sklepem - innych wyrobów artystycznych.

Tu właściciele Stonyridge chwalą się, co pili, pośrodku (Petrus Pomerol) jedno z najsławniejszych i najdroższych win świata, a raczej butelka po nim. Takie wystawy butelek to też często spotykany element w winnicach.

 

Kanapa (tron?) wyrzeźbiona z pnia kauri, na plantacji oliwkowej Rangihoua. Szczęka mi opadła na widok tego mebla, za cenny surowiec, za pomysł i za wykonanie. W dziedzinie “popisywanie się przed gośćmi” Rangihoua zdecydowanie wygrywa na Waiheke.

 

Tak się robi oliwę z oliwek. Rangihoua robi bardzo dobrą, robi też świetne pasty do maczania lub smarowania pieczywa jedzonego z winem, na bazie oliwy i różnych ziół. Zrobiliśmy zakupy.

Oprowadzała nas właścicielka. A. skomentował, oczywiście nie przy niej, że sama wygląda jak oliwka (co było pomyślane jako komplement)… (Myślę, że zdjęcia na się znaleźć na Sieci, jeśli ktoś chce sprawdzić trafność porównania.)

To jest plantacja Rangihoua na zewnątrz.

Element wystroju wnętrza - prosiaczek objedzony oliwkami.

To jest inny przykład typowej sztuki waihekowskiej, z piórek i muszelek. Winnica “Wild on Waiheke”; nazywała się inaczej, ale kupili ją nowi ludzie, przezwali i zrobili z niej ośrodek do “team building” i korporacyjnych rozrywek. A. zresztą właśnie tam się bawił ze swoją firmą na imprezie bożonarodzeniowej, strzelali z łuku i robili inne dziwne rzeczy. Ale szczerze - nie podobało mi się; ludzie nie byli z Waiheke, byli spięci, na każde pytanie odpowiadali jak na prezentacji sprzedażowej, był ten zupełnie obcy wyspie korporacyjny klimat mimo całkowicie poprawnego wyspiarskiego wystroju wnętrza.

Mudbrick. Byliśmy tam już i piliśmy tam i jest to jak dotychczas moja ulubiona winnica, nie tyle za wina, bo choć są dobre, to na Waiheke można znaleźć lepsze, ale za ogólny klimat. Mudbrick dał najlepszą winiarską prezentację - pasjonat oprowadzał nas po polu winorośli, z butelką wina w każdej ręce, z których co jakiś czas nalewał, i opowiadał, co dokładnie robią z tą winoroślą, co się ucina, co zawija i dlaczego, a my się zastanawialiśmy, jak można było na to wpaść i kto to pierwszy wymyślił. Kupiliśmy sobie Reserve Syrah 2006, bardzo fajne, ostre i zupełnie inne od australijskich Shiraz, polecam, jeśli ktoś tam będzie - w Auckland jest trudno dostać ich wina, bo Mudbrick to mała winnica i produkuje bardzo małe ilości, głównie sprzedawane na miejscu i we własnej restauracji. (Podobno zarabiają na ślubach i w lecie mają po 5 ślubów w tygodniu, bo sceneria jest przeromantyczna).

 Wycieczka po winnicach to dobra opcja na deszczowy dzień, bo mimo kilku krótkich wykładów na polu większość czasu jest się pod dachem.

posępny śmiech z Zim

Friday, June 27th, 2008

o przynoszeniu dobrodziejstw cywilizacji

Thursday, June 26th, 2008

problemy z komentarzami?

Wednesday, June 25th, 2008

leje, a hotele kuszą

Monday, June 23rd, 2008

tak zwane kwestie rasowe

Saturday, June 21st, 2008

drenaż, tym razem innej części ciała

Thursday, June 19th, 2008

gdzie nie mieszkać

Thursday, June 19th, 2008

jak się próbujemy nie nudzić

Sunday, June 15th, 2008

wady specjalizacji

Sunday, June 15th, 2008