slumdog
Friday, January 30th, 2009Pierwszy raz od dawna byliśmy w kinie, bo przez długo nic ciekawego w Auckland nie grali i karmiliśmy się niemym kinem z lat 20-stych z wypożyczalni.
Obejrzeliśmy “Slumdog Millionaire”. Film ma niesamowite zdjęcia i operowanie kamerą, na tyle, że warto go zobaczyć choćby tylko z tego powodu; historia z jej romantyzmem i sentymentalizmem nie każdemu musi się podobać, ale jest na wyższym poziomie niż typowe kino bollywoodzkie.
Te świetne zdjęcia są głównie ze slumsów: twórcom udało się ująć ten zawrotny bałagan, nędzę, przeludnienie, a jednocześnie pokazać wielką energię i radość życia żyjących tam ludzi. Zostało to docenione, dostało nagrody i mnóstwo ludzi się obraziło, a nawet pozwało autorów za oszczerstwo i zaatakowało kino wyświetlające film. Obrazili się ludzie żyjący w slumsach i ich adwokaci: o tytuł filmu, dla Hindusów brzmiący bardziej obelżywie niż dla nas, o sposób pokazania slumsów, ktoś wydusił z siebie, że ból sprawia samo pokazanie slumsów światu.
To nastawienie “po co to pokazywać?” znam z dyskusji z list nigeryjskich, gdzie ludzie też są regularnie rozzłoszczeni pokazywaniem w zachodnich mediach najgorszych możliwych obrazków z Afryki, nie stanowiących całej rzeczywistości. Odczuwają to jako poniżające, bo wydaje im się, że cały będący w lepszej sytuacji świat w tej chwili napawa się swoją wyższością. Napawanie się swoją wyższością przez tych, którzy mają więcej pieniędzy czy szczęśliwie trafili z urodzeniem, złośliwa satysfakcja z bycia w lepszej sytuacji niż ktoś inny to jedna z cech społeczeństw, gdzie pokaźna część ludności żyje w nędzy i niektórym ludziom trudno jest pojąć, że ten arogancki Zachód nie patrzy na to w ten sposób.