recesję już widuję
Sunday, May 31st, 2009Wpadłam ostatnio w przygnębienie recesyjne, a to za sprawą naszych klientów. Są to w większości ludzie samozatrudnieni lub małe firmy, branża przewozów pasażerskich - od taksówek, poprzez wynajem limuzyn na śluby i inne imprezy, po busy obsługujące wycieczki turystyczne lub świadczące prywatny transport między miastem a lotniskiem. Ten rynek zaczyna boleśnie odczuwać niechęć ludzi do wydawania, zwłaszcza ci zależni od turystów, zleceń korporacyjnych lub oferujący bardziej luksusowe usługi, jak limuzyny czy indywidualnie zaprojektowane “toury” dla małych grup.
Ponieważ świadczymy dla nich usługi finansowe i wiemy z grubsza, ile zarabiają, nasi klienci nie mają oporów ponarzekać przed nami na swoją sytuację. Po wysłuchaniu w ciągu dnia kilku lub więcej skarg na życie, pocieszeniu najlepiej, jak potrafię i wyrażeniu współczucia nie czuję się pod koniec dnia optymistycznie, mimo że osobistych powodów do nadmiernego stresu nie mam.
Trzeba przyznać, że Kiwi nie narzekają. Narzekają głównie imigranci z Azji Południowej i wynika to nie tyle z kultury w sensie mentalności, ile z ogólnej sytuacji, w jaką się z przyczyn kulturowych pakują. Mają z reguły więcej dzieci niż miejscowa średnia, niepracujące żony i dużą rodzinę w kraju ojczystym, wymagającą od nich wsparcia finansowego. Na barkach takiego jednego pracującego ojca rodziny spoczywa ciężar znacznie większy niż w przypadku przeciętnego Kiwiego i podziwiałam w nich to staroświeckie branie na siebie odpowiedzialności, połączone często z głęboką religijnością (różnych religii) i ambicjami edukacyjnymi dla dzieci, a biznesowymi dla siebie. To smutne, że recesja uderza w pierwszej kolejności i boleśnie właśnie w takich ludzi i nie umiem się tym nie przejmować, gdy mam z nimi częsty kontakt.
Ciekawostka: niektórzy z nich chcieliby się unowocześnić i wysłać swoje żony do pracy, ale skarżą się, że żony nie chcą i potrafią nawet urządzić scenę histeryczną w odpowiedzi na taką propozycję.