Archive for August, 2009

czemu piosenka nie może być jak krzesło?

Sunday, August 23rd, 2009

Jest afera o 40-krotne podniesienie opłat  dla ośrodków fitness za granie muzyki.

Obecny świat własności intelektualnej trochę się kłóci z moją prostą logiką. Sprzedawca ma oczywiście prawo żądać ceny za to, co sprzedaje i to ceny dowolnej, ale dla mnie kupno oznacza z kolei dowolność używania. Jeśli kupię krzesło, to mogę postawić je w swojej knajpie (której nie mam - rozważania teoretyczne) i zarabiać na nim mogąc dzięki niemu usadzić jednego więcej klienta i nikt nie będzie się ode mnie domagał opłat licencyjnych za jego komercyjne używanie i czerpanie z niego zysków. Wedle mojego archaicznego pojęcia prawa własności podobnie powinno być z muzyką czy innymi dziełami: kupuję płytę czy książkę raz i mam prawo ją grać/czytać jak i kiedy chcę, w tym wobec publiczności. Element “autorstwa” polega dla mnie na tym, że nie mogę cudzego dzieła przedstawić jako swojego (lub kogoś innego) i musi być zawsze prezentowane jako twór tego, kto je stworzył, nie mogę też - jeśli autor sobie tego nie życzy - zmieniać go, używać jego wyrywków w innych utworach, jednym słowem autor ma prawo do tego, żeby utwór był w obiegu tylko w takiej formie, w jakiej został stworzony, jako całość. Jeśli zgubię, zniszczę czy inaczej stracę nośnik czy plik, to mój problem i muszę kupić następny, ale poza tym kupiłam, mam i mogę z tym robić, co chcę (z uszanowaniem zasad pożycia społecznego, ale to już zupełnie inna działka).

Jeśli cena piosenki czy książki w takim systemie wzrosłaby do niedostępnej dla większości indywidualnych kupców, to najwyżej mielibyśmy renesans kin, płatnych wypożyczalni czy klubów, których wielu członków zrzuca się na zakup i potem korzysta z niego razem lub po kolei - albo sklepy, które kupują raz za dużą kwotę i potem rozprowadzają kopie detaliczne za cenę dostępną dla klientów. O ile łatwiej byłoby dla samych twórców dostać większą kasę raz i mieć spokój zamiast ścigać każdą małą siłownię, kafejkę czy sklep, tworzyć organizacje z kosztowną administracją i prawnikami i w ogóle komplikowac świat. Mogliby zresztą różnicować cenę w zależności od kupca.

Tak w każdym razie byłoby w świecie idealnym bez piractwa (choć użytkowników komercyjnych dość łatwo kontrolować odnośnie legalności używanej kopii), ale jak wspomniałam, niniejsze rozważania są teoretyczne. Na razie organizacje autorskie po prostu robią wszystko, zeby zapewnić sobie niechęć ich klientów, co jest dość dziwną strategią rynkową.

całkowicie niezrozumiałe penisy

Sunday, August 23rd, 2009

jak się nie nauczyć nowego słowa

Monday, August 17th, 2009

oznaki wiosny

Sunday, August 16th, 2009

radykalna cena

Sunday, August 9th, 2009

zmęczone anioły polskie i radosne nowozelandzkie

Friday, August 7th, 2009