okropne nudne dni z BBC
W tym wpisie będę się skarżyć na pracę i będzie to nudne.
W skrócie: siedzimy i nic nie robimy (przyczyny tej sytuacji opisywałam w poprzednim poście tej kategorii). Dostawanie kasy za kilka godzin siedzenia przy Sieci to coś, co wielu ludziom może się wydawać atrakcyjne, ale moja Sieć jest mocno okrojona ze względu na paranoję admina oraz konieczność zachowywania profesjonalizmu wyglądem ekranu i nie mogę się na niej oddać czynnościom, które mnie naprawdę bawią i przy których czas mija szybko. Odkryłam, że czytać duże serwisy z wiadomościami ze świata jestem w stanie nie dłużej niż trzy godziny dziennie. Dwóch przygnębionych panów, z którymi dzieli mnie duża różnica wiekowa i którzy są jedynym towarzystwem, nie ma ochoty (ani wspólnych tematów) do rozmów.
Nie zwolnię się, ponieważ jest dość duże prawdopodobieństwo, że firma padnie, jeśli nie wypali nowy projekt podobno zaczynający się w lutym, a wtedy dostałabym odprawę, która ze względu na mój długi staż w tej firmie jest kwotą kuszącą. Plułabym sobie w brodę, gdybym to przegapiła i nawet trochę zazdroszczę tym, których już zwolniono i swoją odprawę wzięli. Bywały za dawnych czasów dni, kiedy byłam przepracowana, wycieńczona nawet, ale miałam po tych dniach więcej życia i ochoty na cokolwiek niż po tym bezproduktywnym marnowaniu czasu w grobowej atmosferze.
Nie oczekuję porad, bo to się da tylko przeczekać; po prostu oto pozwoliłam sobie użyć bloga w celu jakże popularnym celu bezkonstruktywnego pomarudzenia.
January 26th, 2010 at 11:01 pm
A myślałaś o czytaniu e-booków? To dobre zajęcie jeśli znajdziesz jakąś ciekawą książkę. Czas leci jak z bata strzelił.
Sprawdzony sposób. :)))
January 27th, 2010 at 12:34 am
Doskonale to rozumiem. Miałem niedawno okazję być zatrudnionym do pewnego projektu w pewnej firmie - byłem jedną z 5 przyjętych dodatkowo osób, bo zespół w poprzednim składzie nie wyrabiał się z pracą. Z tym, że jak przyszliśmy, projekt był akurat w takiej fazie, że przez tydzień nie było co robić i to było strasznie frustrujące, i wszyscy nowi włącznie ze mną, po dwóch dniach chodzili maksymalnie wkurzeni. Jak potem przyszedł etap nawału pracy, to stwierdziłem, że jest mniej męczący niż takie kompletne nicnierobienie.