niezrozumiała śmierć ciężko pracującego dobrego człowieka

W weekend został zamordowany ktoś, kogo znałam - taksówkarz, który był naszym klientem.

To, co dotychczas opisały gazety przypomina inny atak, w którym taksówkarz przeżył (przez co nie było takiego rozgłosu). Był to młody chłopak, który pracował u nas, zanim zdecydował się rzucić pracę i iść na studia, wybierając taksówkę jako tymczasowe rozwiązanie pozwalające zarabiać w godzinach nie kolidujących ze studiowaniem, w tym nocnych. Wziął pasażera, z którym miło pogawędził, po dowiezieniu na miejsce podarował mu końcówkę z ceny $50. W tej chwili pasażer wyjął nóż i zaczął go dźgać, bez słowa wyjaśnienia, bez żądań, a potem uciekł nie zabierając nawet wszystkiego, co mógł. O co chodziło? Może ten pasażer, niewykwalifikowany robotnik z biednej dzielnicy, usłyszawszy cenę pomyślał, że on musi harować godzinami na tyle, a tu jakiś imigrant żąda tej kwoty za niecałe pół godziny wygodnej przejażdżki i w tej chwili cała zgromadzona frustracja klasowa, etniczna i wszelka inna przelała się doprowadzając do utraty zmysłów? Nie wiem i nikt nie wie, ale był to czyn wariata, nie sprowokowany, bezsensowny.

W przypadku H. Mohini podejrzewam podobny brak jakiejkolwiek prowokacji. Pomijając to, że był to miły, nieagresywny człowiek, taksówkarz nie wozi ze sobą miesięcznych czy tygodniowych zarobków, tylko te z bieżącego dnia i nie będzie narażał życia broniąc ich, a kradzież samej taksówki ma mały sens, bo trudno ją schować, dopóki się jej nie przemaluje. Morderca, nawet jeśli chciał zrabować tę małą kwotę trzymaną w taksówce, nie miał najmniejszego motywu, żeby zabić i narażać się na większą karę niż za sam rabunek. Metaamfetamina? Zaburzenia psychiczne? Nie wiem, ale to, że to zdarzyło się więcej niż raz, że tych wariatów może być jeszcze więcej, jest głęboko niepokojące.

(Ponieważ znaczącą część naszych klientów stanowią taksówkarze, dzisiejszy dzień spędziłam w dużej części na inicjowanym przez nich dyskutowaniu o powyższym i mam zrozumiałego doła.)

Leave a Reply