winz
Praca z uchodźcami pozwala mi poznawać zupełnie nieznane rejony NZ, jak WINZ - Work and Income, opiekę społeczną, w której jestem agentem dla swoich podopiecznych. WINZ ma złą opinię, budzi w przeciętnych Nowozelandczykach grozę i za wzięcie na siebie tej roli spotkało mnie niezrozumiałe uznanie reszty grupy. W praktyce wygląda to tak, że urzędnicy nie okazują na twój widok wielkiej radości i nie uśmiechają się, jak to się dzieje w innych urzędach, a na spotkania można czekać i godzinę po umówionym terminie. Dla Kiwich musi to być szczyt złego potraktowania.
Wszystkiego rodzaju zasiłki są w Nowej Zelandii oparte na faktycznej sytuacji petenta, a nie zasadach formalnych nie biorących pod uwagę stanu majątkowego. (w Polsce - z czasów, które pamiętam - zasiłek dla bezrobotnych przysługiwał po przepracowaniu x miesięcy na umowę o pracę zarabiając co najmniej minimum i mógł go dostać ktoś, kto zarabiał przed zwolnieniem ponad 10 tys. miesięcznie i miał oszczędności pozwalające długo przeżyć bez dochodu. Znam przypadek, że taka osoba go wzięła, “żeby odzyskać choćby część swoich podatków”).
To samo w sobie jest rozsądne, ale brak sztywnych zasad idzie bardzo daleko, co powoduje, że wiele rzeczy jest w praktyce uznaniowych - do case managera należy decyzja, czy kupno czegoś jest “niezbędne”, czy nie, czy jakaś sytuacja to “emergency” (wymagająca natychmiastowej interwencji), czy nie i od organizacji, dla której pracuję w wolontariacie mam opowieści o różnych case managerach, którzy podejmowali różne decyzje w niemal identycznych sytuacjach.
To, że WINZ ma dać kasę, kiedy jej nie masz i rozpaczliwie potrzebujesz, powoduje też nadużycia - ponoć (relacja z drugiej ręki, ale od kogoś, kto zna środowisko zasiłkowców) są ludzie, którzy dostają swój zasiłek we wtorek, przepijają go do czwartku, a w czwartek przychodzą z dziećmi prosząc o grant z tytułu “emergency”, bo dzieci nie mają co jeść i nie ma kasy i zaszantażowawszy w ten sposób dziećmi - dostają go.
Patrząc na ten system wydaje mi się, że zakres i sposób przyznawania zasiłków w NZ został stworzony z myślą o niegdysiejszej (częściowo mitycznej, ale istniejącej w niektórych wsiach i małych miastach) sielankowej społeczności dobrych, pracowitych, odpowiedzialnych ludzi, którym może się - bo takie jest życie - przydarzyć choroba, upadek firmy, zły mąż, który porzuci, śmierć rodziców w trakcie studiów dziecka i inne rzeczy, które przydarzają się dobrym ludziom i wtedy trzeba im pomóc, ale ofiary też zrobią wszystko, żeby się z tego wygrzebać. Jest to system naiwny, który nie przewiduje cynicznego wykorzystywania, choć od dawna wiadomo, że ono ma miejsce. Istnieje niewielka acz widoczna grupa, która z pozbawionego poczucia winy życia z zasiłków świadomie uczyniła trwały styl życia i to dzięki nim bycie na zasiłku (może z wyjątkiem zasiłku studenckiego, dla studentów nie mających środków utrzymania podczas studiów wyższych) jest przez ogół społeczeństwa postrzegane negatywnie i wyrażanie swojej złej opinii o beneficjentach doczekało się nawet swojej nazwy: “beneficiary bashing”. Członków tej grupy mam teraz okazję obserwować podczas tych długich oczekiwań na umówione spotkania służące akceptacji wydatków z grantu przesiedleńczego, ale to temat na kiedy indziej.
W każdym razie moje wrażenie jest takie, że WINZ to państwo w państwie, niekompatybilne z resztą Nowej Zelandii.
July 9th, 2010 at 12:15 am
Czy w Auckland istnieją teatry? Odbywają się różnego rodzaju koncerty i festiwale kultury? Czy istnieją programy edukacji artystycznej w powiązaniu z przyrodą, tzn wykorzystywaniu pejzażu i pleneru jako elementu dzieła sztuki (nie mylić z architekturą zieleni)? Czy młodzież NZ (biała, maoryska, samoańska) tworzy subkultury, wyróżniające je od innych młodzieżowych kontrkultur na świecie (np. w tworzeniu stron na facebooku)? Jakie są typowe, kiwuskie bliskie relacje między kobietą i mężczyzną (początki znajomości, randki, rozwody, zdrady). Czego oczekują w swoim życiu kobiety w NZ i co ich najbardziej fascynuje, nurtuje, obchodzi? I czy w końcu istnieją w NZ jacyś bliscy przyjaciele z którymi udają się imprezy i wypady poza miasto? Czy istnieją tylko uchodźcy, uchodźcy, uchodźcy i problemy ekonomiczne służace jako “monotemat”?
July 9th, 2010 at 1:48 am
A ja czytam z zainteresowaniem o Twojej działalności dla uchodźców. Rozumiem, że od niedawna jest to Ci najbliższy temat, bo poświęcasz na tę działalność dużo czasu i wkładasz w to dużo serca.
July 9th, 2010 at 2:25 am
Myśli me podobne “Vizjerowi”. Czas i serce poświęćmy innym ciekawym aspekt życia w NZ.
July 9th, 2010 at 10:35 am
Wpis nie był “o uchodźcach”, tylko był opisem/krytyką systemu pomocy społecznej w NZ.
NZ ma subtelne różnice kulturowe, ale jest to rozwinięty gospodarczo kraj z kręgu kultury zachodniej, a nie dzikie plemię w buszu z oryginalnymi rytuałami godowymi.
Blog nie jest o Nowej Zelandii, tylko o tym, co mnie w danym momencie zajmuje i interesuje - jeśli kogoś nie interesuje to co mnie, to proszę iść czytać coś innego. Nie próbuję bynajmniej budować sobie wielkiego grona czytelników poprzez pisanie pod gusta takiej publiczności, jakiej akurat zdarzy się tu zabłądzić.
“Czy w Auckland istnieją teatry” i reszta pytania Vizjera przypomina mi pytanie “czy w NZ jest internet”, na które kiedyś odpisałam “nie, a wpisy do bloga zapisuję na dyskietce i latam z tymi dyskietkami do Australii”.
July 9th, 2010 at 7:22 pm
Pytania były przewrotne, ale widać autorka nie “chwyciła” ironii. Trudno, trzeba “zbłądzić” i “iść” czytać książki.
July 9th, 2010 at 8:14 pm
Wizjer: czego oczekujesz? Imiona napisała przecież, że pisze co w danej chwili ją interesuje. Przeważnie są to sprawy związane z uchodźcami, socjalne i ekonomiczne. Czy twoimi pytaniami chcesz ją zmusić, aby krąg jej zainteresowań się rozszerzył?
Ten, kto zna NZ, w szczególności Wellington i Auckland doskonale wie, że były to pytania „przewrotne”. Naszkicowałeś tematy nowozelandzkiego „klimatu”. Fajnie, ale to może otwórz swój blog, jeżeli czytanie tego Cię nie zadawala. Tematy wyszarpałeś ciekawe (ten o przyrodzie jako element dzieła to pewnie z Waitakere, prawda?) i myślę, że znajdziesz wielu czytelników, którzy będą chcieli dowiedzieć się coś o Nowej Zelandii w szerszym spectrum.
Ty tutaj się nie pożywisz.
July 9th, 2010 at 9:35 pm
ogloszenie parafialne: w zwiazku z tym, ze nanioslo tu ostatnio ludkow z dziwnymi problemami osobistymi i wszyscy sa z IP 193.0.116.29, ten IP bedzie za chwile zabanowany.
Sorry, ten blog nie jest publiczna psychuszka.