dlaczego w Auckland zamiast karetki można wezwać taksówkę
Pytanie z komentarza:
Hmmm, jestem zaskoczony, że osoby, które przybywają ze statusem “skilled migrant” miewają problem ze znalezieniem pracy. To często się zdarza?
Zdarza się. Kwestia dotyczy głównie skilled migrants z krajów biednych i skorumpowanych (przykładem są Indie). Ich wykształcenie i doświadczenie zawodowe są uznawane przez urząd imigracyjny, ale nie przez pracodawców lub nie dają rady przejść miejscowych egzaminów niezbędnych do pozwolenia na praktykowanie zawodu.
W grę wchodzą tu (wedle mojej oceny) cztery czynniki, których udział w odrzuceniu kandydata przez rynek jest różny w zależności od indywidualnego przypadku.
1. Niewiedza, nieumiejętność weryfikacji CV kandydata przez pracodawców/agencje rekrutacyjne. Np. w Indiach są uniwersytety notowane w międzynarodowych rankingach wyżej niż uniwersytety nowozelandzkie, ale w prowincjonalnej NZ nie są one znane. Jeśli kandydat pracował w środowisku nie-anglojęzycznym, agencja rekrutacyjna lub pracodawca może nie umieć się porozumieć z firmą w celu zdobycia referencji lub może nie wierzyć, że to rzeczywiste miejsce pracy, a nie opłacony lub pomagający po znajomości kumpel.
2. Brak wiary w jakość/przydatność doświadczenia zawodowego i nabytej wiedzy w kontekście nowoczesnej czy miejscowej gospodarki. Kandydaci z “peryferiów” świata mogli nie mieć do czynienia z najnowszym sprzętem używanym w danej dziedzinie, mogli pracować w środowisku mającym znacznie niższe wymagania co do jakości (nawet w Polsce, poza firmami normalnymi widziałam też takie, doświadczenie zawodowe z których potraktowałabym jako ujemne), sukces mógł zależeć od dobrych stosunków z miejscową władzą w firmie i poza firmą, a nie rzeczywistego sprawdzenia się w warunkach rynkowych. Są też zawody, jak prawnik czy księgowy, gdzie kwalifikacje polegają na znajomości miejscowych przepisów i doskonałe rozeznanie w przepisach innego kraju nie zdaje się na wiele.
3. Za niski poziom angielskiego. Poziom angielskiego wymagany od skilled migrants jest dla wielu zawodów nieadekwatny. Istnieją zawody wymagające posługiwania się tylko wąską terminologią z branży, istnieją wymagające rzeczywistej płynności w języku z rozumieniem akcentu farmera z Południowej Wyspy włącznie. Wymogi imigracyjne tego nie rozróżniają.
4. Konieczność rejestracji w tutejszych stowarzyszeniach zawodowych i/lub zdania egzaminów, żeby móc praktykować zawód lub mieć kwalifikacje uznane przez pracodawców. Dotyczy to np. lekarzy wykształconych w krajach innych niż te z krótkiej listy, nauczycieli, inżynierów budowlanych itp. Czasem przybysze nie zdają egzaminu, czasem nie mają na niego pieniędzy (agenci imigracyjni chcący zdobyć klienta często nie informują o tym wymogu, a ludzie polegający na agencie nie szukają informacji samodzielnie).
Krótki raport o problemie można znaleźć na stronie CAB.
(Ja się dowiedziałam o tym z życia - firma, w której pracowałam, świadczyła usługi samozatrudnionym taksówkarzom, limuzyniarzom itp. Lekarzy, prawników, inżynierów i bankowców było wśród nich na pęczki.)
Polityka imigracyjna NZ bywa krytykowana za nie uwzględnianie wyżej wymienionych czynników przy przyznawaniu punktów, ale ich uwzględnienie wymagałoby dyskryminacji ze względu na kraj pochodzenia, co spotkałoby się z protestami i mogłoby mieć konsekwencje dla stosunków międzynarodowych, więc się tego nie rusza.
July 16th, 2010 at 8:33 am
Dzięki za taką rozbudowaną odpowiedź.