studia

W następnym tygodniu zaczynam swój pierwszy semestr studiów. Idę na niepraktyczny kierunek humanistyczny na Wydziale Sztuk, którego wybór w czasie tych pierwszych studiów, po ogólniaku, byłby brakiem rozsądku prowadzącym do zasilenia szeregów bezrobotnych, ale teraz mogę sobie pozwolić (bez zaciągania kredytów studenckich) na postudiowanie pół roku dla rozrywki i poszlifowania angielskiego w bardziej abstrakcyjnych dyskusjach. (Nastawiam się na razie na jeden semestr, po którym zobaczę, jak mi się to podoba i czy jest sens ciągnąć to ewentualnie dalej.)

Studia na Auckland Uni są zorganizowane bardzo elastycznie. Student sam sobie wybiera przedmioty mając do dyspozycji wszystko, co jest na wydziale i sam sobie składa z tego plan zajęć. Przedmioty są podzielone na poziom I, II i III - te z poziomu II i III mają zwykle wymaganie uprzedniego zaliczenia jakichś (czasem konkretnych, czasem pewnej ilości) przedmiotów z niższych poziomów. Dla uzyskania dyplomu w danej dziedzinie trzeba zaliczyć ileś przedmiotów w sumie, w tym x przedmiotów z danego kierunku, w tym y na danym poziomie, a x i y, choć różnią się między kierunkami, pozwalają zapełnić sobie ponad połowę czasu swobodnie wybranymi przedmiotami z różnych kierunków.

Pozwala to przygotować się do konkretnego zawodu/specjalizacji lub skupić się na swoich zainteresowaniach. Na przykład ktoś studiujący psychologię (nie bójcie się, nie studiuję psychologii), jeśli chce pracować z więźniami czy trudną młodzieżą, może sobie wziąć kilka przydatnych mu przedmiotów z kryminalistyki, socjologii czy kultur mniejszości nadreprezentowanych w środowiskach problematycznych, a z kolei przyszły psycholog planujący dla siebie karierę w korporacyjnym coachingu może sobie wybrać kilka przedmiotów z zarządzania, edukacji, a nawet praktyczne warsztaty zdolności aktorskich z kierunku teatralnego. Przerwanie studiów na semestr, dwa czy dłużej jest normalne, po prostu podejmuje się kompletowanie swoich przedmiotów i punktów do dyplomu w miejscu, w którym się je przerwało. Pracujący mogą studiować na niepełny etat i zapisać się na przykład na połowę “pełnego obłożenia”, co im wydłuży czas studiów dwukrotnie, ale da pełnowartościowy dyplom studiów dziennych.

Ten system wydaje mi się bardzo dobry. Na swoich polskich studiach miałam masę przedmiotów, które ani mnie nie interesowały, ani nie były przydatne akurat dla mnie, ale przez które trzeba było przesiedzieć (i je zaliczyć) i przez to impreza ciągnęła się całe pięć lat. Podział na specjalizacje dawał wybór zaledwie trzech opcji, a student nie miał żadnej władzy nad godzinami zajęć. Być może w Polsce przechodzą stopniowo na ten popularny na Zachodzie, opisany powyżej system - pamiętam, że jeszcze za moich czasów wprowadzały to, jako wielką innowację pod nazwą studiów międzywydziałowych czy interdyscyplinarnych, pojedyncze uczelnie.

Studia w NZ są płatne, ceny dla studentów “międzynarodowych” są znacznie wyższe niż dla obywateli/rezydentów (zainteresowani mogą sobie sprawdzić na stronie dowolnej uczelni - opłaty za semest różnią się między uczelniami). Istnieją rządowe pożyczki studenckie, które nie są oprocentowane w trakcie studiów, a informacja o nich trafia do skarbówki, która odciąga potem raty spłat, wraz z podatkiem, od zarobków brutto. Ten system egzekwowania spłat działa bardzo dobrze tak długo, jak absolwent jest w kraju i NZ ma problem z ludźmi, którzy po opuszczeniu NZ stwierdzają, że nie zamierzają wracać i przestają spłacać kredyt. Jakiś czas temu próbowano ich nawet odzyskać ogłaszając amnestię (z sankcjami za nie skorzystanie z niej!)

Konieczność spłaty kredytów studenckich nakręca emigrację młodych i wykształconych także z tego powodu, że zarobki są wyższe w Australii, UK i USA, a typowy absolwent chce, co zrozumiałe, spłacić dług jak najszybciej. Wielu z nich planuje wrócić, gdy zarobią dostatecznie dużo, ale potem się za granicą zakochują albo rozsmakowują się w centralnym ogrzewaniu i nie wracają. (Nowa Zelandia jest tu ofiarą swojej anglojęzyczności, która daje emigrantom wybór kilku bogatszych państw, w których mogą znaleźć pracę w zawodzie nie ograniczeni barierą językową lub nie uznawaniem kwalifikacji.) 

25 Responses to “studia”

  1. ateora Says:

    immona: Czy ten system wejdzie w Polsce - wszystko zalezy od tego jak sa rozliczani wykladowcy. W Polsce jest tak, ze musza wyrobic pensum (l. godzin zalezna od etatu) i o ile przedmiotem wybieralnym moze byc przedmiot magistra na dorobku o tyle przedmiot wyzszego ranga zwykle bedzie obowiazkowy bo przeciez prof nie bedzie sie staral o studenta (oczywiscie sa wyjatki).
    Ale system wydaje sie byc atrakcyjny dla studenta. I chyba wymaga od licealisty dosc duzej swiadomosci w wybieraniu juz swojego zawodu. Czy wiesz moze jak licealista jest przygotowywany do wyboru swego zawodu?

  2. fieloryb Says:

    Wiem, że na niektórych kierunkach w Polsce możliwe jest wybieranie zajęć w sposób podobny do opisanego przez ciebie (chyba nieliczne, bo ja znam jeden taki wypadek). Powoduje to powstanie tzw. sesji ciągłej. Student zalicza kolejne przedmioty zbierając podobnie jak w NZ punkty. Kolejną ciekawostką są studia w trybie e-learning. Cały materiał dostępny jest na platformie internetowej, gdzie również możliwe jest spotkanie się z prowadzącym zajęcia. Egzaminy zdawane są w realu co dwa miesiąca, po dwóch tygodniach od nich odbywa się sesja poprawkowa i rozpoczynająca. Znam jedną szkołę wyższą, która prowadzi podobne zajęcia, ale z tego co wiem jest chyba jeszcze co najmniej dwie.
    Nowozelandzki sposób bardzo mi się podoba.

  3. Throgh Says:

    “Kolejną ciekawostką są studia w trybie e-learning…” - niestety to nie to samo! Na tej uczelni, na której ja studiowałem tym trybem, nie masz wyboru przedmiotu i terminu jego zaliczenia. Na platformie masz uruchomione tzw. obszary, czyli przedmioty wraz z towarzyszącymi im materiałami, forum, czatem. testami itp. i musisz się bardzo pilnować, by wyrobić się w tygodniowym bądź (rzadko) dwutygodniowym systemie rozliczenia z tych zajęć. Przedmioty są sztywno narzucone i terminy też. Studiami można je nazwać o tyle, że samemu trzeba się mocno zdyscyplinować żeby opanować materiał i uczestniczyć aktywnie (!) w zajęciach. System punktów nie daje możliwośći odpuszczenia żadnego z elementów.

  4. antara Says:

    fieloryb, Throgh: Ale czy w przypadkach o których piszecie zajęcia polegają na dyskusji studentów z wykładowcą czy wybieracie przedmiot i musicie go zaliczyć?

  5. Throgh Says:

    i to, i to :) masz listę przedmiotów i, tak jak pisałem, przypisany mu “obszar”, w którym m.in. jest forum dyskusyjne, na którym moderatorem jest wykładowca i kieruje dyskusją na temat przedmiotu. Ale w zależności od chęci wykłądowcy i zaangażowania studentów, dyskusja może być dość gorąca i dość odległa od pierwotnych założeń. W każdym razie czasami nieźle się bawiłem.

  6. fieloryb Says:

    @antara
    Program studiów jest sztywny (mówię o szkole z którą ja miałem do czynienie a która prowadzi e-learning).

    Czaty są dodatkiem do materiałów umieszczonych na platformie, to swego rodzaju wykłady, więc obecność na nich jest (dość często) nieobowiązkowa, ale dobrze widziana i skutecznie podnosi poziom wiedzy. Do przedmiotów dołączane są zadania, testy i ćwiczenia, które trzeba zaliczyć w określonym czasie, są one obowiązkowe.
    Warunkiem podejścia do egzaminów i zaliczeń jest wykonanie tych ćwiczeń i innych.

    Pewne zajęcia poza programem są dostępne (bezpłatnie) dobrowolnie, ale nie ma z ich zaliczeniem związanych żadnych ocen wpływających na średnią.

    Jedno pytanie - jak student z NZ ma oceniać, że zajęcia które wybiera będą mu potrzebne?

    Teoretyczne podstawy często są niezbędne w późniejszych praktycznych zastosowaniach. Bywają one ciężkie do przełknięcia Czy jest to jakoś kontrolowane?

  7. fieloryb Says:

    Oczywiście jest i forum, gdzie wykładowcy prowadzą dyskusje ze studentami… Jest to jedna z form nauki. Wykłady są umieszczane w formie e-papieru (pdf), od przyszłego roku mają też być dodatki w formie fragmentów nagranych wykładów elektronicznych.

    E-learning jest o tyle dobry, że można pracować i uczyć się jednocześnie zarządzając swoim czasem na naukę (fakt - wymaga to dyscypliny). Możliwa jest również nauka przy dużych odległościach. Niższe są koszta studiowania niż w przypadku studiów zaocznych - odpada wyjeżdżanie co tydzień lub dwa do szkoły, wynajem hotelu itp.

  8. wlgnz Says:

    Dzieki za bardzo ciekawy artykul. Zastanawiam sie nad postudiowaniem czegos jeszcze a niedalekiej przyszlosci. Opis NZ systemu studiow brzmi rewelacyjnie. Polski system mi zdecydowanie nie pasowal i od zawsze uwazalem ze powinien byc zmieniony na wlasnie taki o jakim piszesz. Kolejny wielki plus dla Nowej Zelandii.

    Kiwi oprocz tego ze sa wyluzowani i twardzi to so jeszcze nieslychanie lebscy ludzie :)

    “albo rozsmakowują się w centralnym ogrzewaniu i nie wracają” - hahahaha, cale nowozelandzkie budownictwo rewelacyjnie podsumowane w jednym krotkim zdaniu. Zapamietam :).

    Co do e-learningu - czyzby wsrod czytajacych tego bloga byla silna reprezentacja PUWu? :) “platforma”, “czat”, “obszary”… brzmi jak polska wersja platformy R5.

  9. immona Says:

    Wydaje mi się, że licealista nowozelandzki jest przygotowany do wyboru zawodu lepiej niż polski - szkoły średnie mają swoich doradców od kariery i ci doradcy rzeczywiście dużo rozmawiają z uczniami, podsuwając im różne opcje, uniwerki mają też swoich doradców, którzy doradzają w doborze przedmiotów przydatnych w tym, co student chciałby robić, a sugerowany tok studiów jest taki, żeby na pierwszym roku wziąć przedmioty z 3-5 kierunków w celu dokładniejszego zbadania swoich zainteresowań i ewentualnie zmienić kierunek (jeśli na pierwszym roku, gdzie jest 8 przedmiotów w sumie, były dwa przedmioty z kierunku, na który się przechodzi, to nie straciło się tego roku), a na drugim i trzecim roku bardziej się skupić na swojej dziedzinie.

    Istnieją też oczywiście przedmioty obowiązkowe do dyplomu z danego kierunku - na kierunkach humanistycznych jest ich niewiele, czasem zaledwie jeden, wyobrażam sobie, że na kierunkach np. medycznych czy prawniczych jest więcej tego obowiązkowego. Także, jak pisałam, trzeba zaliczyć ileś, powiedzmy 9, przedmiotów ze swojego podstawowego kierunku, ale tych przedmiotów kierunkowych do wyboru zwykle nie jest 30, tylko wybiera się np. 9 z 15 i nie jest możliwe, żeby dwie osoby z tym samym dyplomem przeszły absolutnie różne zestawy przedmiotów. Dodatkowo, trzeba zdobyć ileś punktów ze Stage 1, żeby móc wziąć przedmioty ze Stage 2 i 3, a Stage 1 ma zwykle najmniejszy wybór i tu zwykle znajdują się te niezbędne podstawy, których zaliczenie ten system wymusza. Ogólnie - pełna swoboda panuje w doborze przedmiotów spoza swojego kierunku, w zakresie przedmiotów ściśle ze swojego kierunku ten wybór jest, zwłaszcza na początku, mniejszy.

    http://www.arts.auckland.ac.nz/webdav/site/arts/shared/about/about-our-faculty/documents/2010-Arts-Undergraduate-Handbook.pdf - to jest katalog kursów mojego wydziału wraz z instrukcją, poradami i przykładami budowania sobie toku studiów - odpowiada na wiele bardziej szczegółowych pytań, które można mieć odnośnie tego systemu.

  10. Throgh Says:

    @wlgnz: faktycznie studiowałem na PUW i bardzo mile to wspominam choć lekko nie było

  11. antara Says:

    immona: A jak przebiega rekrutacja na studia? Czy wystepuje cos takiego jak liczba miejsc na dany kierunek?

  12. Edyta Says:

    Brzmi bardzo podobnie do systemu w USA. Bardzo mi sie to podobalo, bo ja zmienilam kierunek 2 razy!!! nie przedluzajac sobie studiow. Zaczelam jako business and accounting, na drugim roku zamienilam na fizyke, a juz na 3 na chemie i skonczylam w ciagu 4 lat. W czasie studiow business mialam przedmioty, ktore zaliczaly sie do innych kierunkow tzw podstawowe typu English composition, psychology, history of art itp itd. Niezaleznie od kierunku trzeba bylo je zaliczyc. Na drugim roku studiowalam nastepne podstawowe oraz fizyke i chemie. Podstawowa chemia byla wymagana jesli studiowalo sie nauki scisle czyli fizyke, biologie, chemie. natomiast podstawowa fizyka byla tez wymagana od tych studiujacych chemie. Ja wiec studiujac jednoczesnie podstawowa chemie i fizyke ciagnelam normalnym planem nie tracac roku i zaliczajac to co mialam zaliczyc na dowolnym kierunku. Na 3 roku juz zmienilam plan na chemie, wiec 3-4 rok to byly przedmioty wymagane do chemii (cala reszta) wtedy mialam juz malo ogolnych przedmiotow. Przy okazji zrobilam drugi kierunek: matematyke, bo jej wiecej bylo wymagane do fizyki. Jak juz zdecydowalamm sie na chemie malo mi brakowalo do drugiego kierunku z matmy, wiec czemu nie? Pare przedmiotow z matmy na roku 3 i 4 nie robilo wielkiej roznicy i tym sposobem mam skonczone 2 kierunki :)
    W PL studiowalabym chyba 10 lat tak skaczac z jednego kierunku na drugi.

  13. immona Says:

    antara: o rekrutacji można poczytać na stronach uczelni - każda ma opisane, jak to robi. W przypadku kandydatów miejscowych liczą się wyniki ze szkoły średniej.

  14. Rafal Says:

    Witam,

    Pisze dlatego, ponieważ obecnie prowadze rozmowy z jednym z Uniwersytetow w NZ na temat zatrudnieniu sie u nich na stanowisku Lecturer lub Senior Lecturer. Caly czas sie waham, bo to jednak oznaczaloby emigracje z Europy wraz z rodzina co nie jest latwe. Juz raz taka emigracje przechodzilismy (do Kanady kilka lat temu i pozniej do Europy powrot) i widze ze dzieci to szczegolnie ciezko przechodza. Stad dobrze sie zastanawiam zanim podejme taka decyzje po raz kolejny. To co piszecie na swoim blogu oraz na stronie jest bardzo ciekawe. Znalazlem wiele praktycznych informacji. Dziekuje tez za wiele pieknych zdjec. Zastanawiam sie tylko czy oferowany roczny zarobek na poziomie 70-80tys NZ$ jest wystarczajacy by utrzymac sie z piatka dzieci startujac od zera. W Europie mozna niby wiecej zarobic, ale no coz Nowa Zelandia to moje odwieczne marzenie :-) a pieniadze nie maja dla mnie decydujacego znaczenia w zyciu, byleby wystarczalo do przezycia jakos.

    pozdrawiam
    Rafal

  15. Ja Says:

    wlgnz: Kiwi są nie tylko wyluzowani, twardzi i łebscy, ale też szczęśliwi. “Forbes” opublikował dziś ranking najbardziej zadowolonych z życia społeczeństw, w którym Nowa Zelandia zajęła 6 miejsce ( ex aequo z Kostaryką, po Danii, Finlandii, Norwegii, Holandii i Szwecji, a przez Australią i całą resztą ). Polska jest dopiero 56. Pełna tabela jest tu:
    http://www.forbes.com/2010/07/14/world-happiest-countries-lifestyle-realestate-gallup-table.html?boxes=Homepagemostpopular

  16. immona Says:

    Rafał: Taki dochód pozwala na w miarę fajne życie parze bez dzieci lub z jednym dzieckiem, ewentualnie z dwoma (w dużym mieście - w małych miejscowościach i wsiach życie jest tańsze). Przy piątce dzieci i 80k państwo ulituje się nad Twoją sytuacją i będzie Ci dopłacać zasiłek (ponad $200 tygodniowo, jesli dobrze czytam tabelkę na http://www.workingforfamilies.govt.nz/tax-credits/payment-table.html#familyincome) i niezbędne potrzeby zaspokoicie, ale będzie to życie bez szaleństw rozrywkowych i lifestyle’owych. Jeśli Twoją pasją są wakacje pod namiotem niesionym w góry we własnym plecaku, żona ma czas i chęć gotować wszystkie potrawy z podstawowych składników i nie pożądacie symboli statusu typu mieszkanie w bogatej dzielnicy czy nowe samochody, to może być całkiem nieźle (przeciętne dzielnice są tutaj bezpieczne z wyjątkiem Sth Auckland, szkoły publiczne dość dobre, taniej lub darmowej rozrywki na łonie natury lub w klubach hobbistycznych/wolontariatach pod dostatkiem). Jeśli z kolei lubicie knajpy, designerskie ciuchy, wyjścia do teatru i inne miejskie rozrywki i międzynarodowe podróże lub wakacje w hotelach z atrakcjami, to na ten styl życia z tych zarobków nie wystarczy. Rozważcie starannie, co lubicie.

  17. immona Says:

    PS. Poprawiłam linka w poprzednim komentarzu, bo za pierwszy razem przez pomyłkę wkleiłam zupełnie nie związany.

  18. wlgnz Says:

    @Ja: Oczywiscie, masz racje.

    historia z zycia (dzisiejsza): Do windy wsiada 10 przypadkowych osob. Nagle jeden z pasazerow odwraca sie do wszystkich i pyta: “how was your day today”? Krotka chwila niezbyt wielkiego zdziwienia i usmiechniete “good, thanks” dookola, “very good, how are you?”.
    Gosc robil jakies badania n/t reakcji ludzi na niecodzienne zachowanie, ale nie wiem czy do konca mu to wyszlo bo w NZ nie jest to jakies bardzo zaskakujace. Co chwila usmiecha sie do Ciebie albo pozdrawia Cie ktos kogo nie znasz, ja zreszta robie to samo. Szczegolnie sasiedzi, mimo ze ich jeszcze nie znasz, albo ludzie z firmy mimo ze jeszcze nie wiesz jak maja na imie (albo ze wogole sa z tej samej firmy).

    @Rafal:

    Opowiem kilka wlasnych doswiadczen - moze Ci sie przydadza. Na poczatku roku mialem podobna oferte (rowniez srodowisko naukowe), przyjalem i nie zaluje wiec chcialem sie podzielic moimi obserwacjami.

    “minusy”
    (bardziej nazwal bym to cechami specyficznymi, bo zaden z nich minus tak naprawde, ale poki liczymy koszty zycia nazwijmy to minusami)

    * z pensji brutto dosc podobnej do tej o ktorej mowisz zostaje 10-20% mniej netto niz z takiej samej pensji na Wyspach Brytyjskich. Ale u Ciebie moze byc inaczej ze wzgledu na rodzine.

    * wydawalo mi sie ze zywnosc w NZ bedzie tansza niz w EU. Poki co wychodzi mi miesiac w miesiac wiecej niz na Wyspach (brak ALDI ani LIDLa ktore sa dobre bo sa dobre i tanie robi swoje). Ale nie uwazam zeby zywnosc byla bardzo droga.

    * mieszkania do wynajecia sa drogie i kiepskie jednoczesnie. Przeklete przez wielu Wyspy sa pod tym wzgledem lepsze. Szczegolnie ta bardziej zielona. Ale tez jak sie dobrze poszuka to sie znajdzie.

    “plusy”

    * jesli zaoferowano Ci relocation package to zobacz ile dzieki temu zaoszczedzisz - to znaczaco podnosi pierwszoroczna pensje, szczegolnie w przypadku rodziny. A w nastepnych latach.. to zalezy czy firma gwarantuje coroczne podwyzki.

    * GST (VAT) 12.5% ale niestety niedlugo podniosa (ale obniza podatki takze powinno wyjsc na to samo - w szczegoly nie wnikalem)

    * doskonaly rynek uzywanych rzeczy. Kupilem auto, sporo sprzetu sportowego z najwyzszej polki za doslownie grosze i nigdy sie nie nacialem. Dawno temu w Polsce zawsze musialem wszystko kupowac nowe inaczej byly niespodzianki. Wiekszosc znajomych tutaj kupuje glownie uzywane auta / roznego rodzaju sprzet, mimo ze ich stac na nowe - bo po co placic wiecej. Przez trzy miesiace oszczedzilem na tym duzo duzo wiecej niz wynosi ta nieprzyjemna roznica w podatkach. Slowo klucz - trademe. Tam jest wszystko od samochodow przez mieszkania po oferty pracy.

    * koszty utrzymania auta - ubezpieczenie kosztuje grosze (minivan 1300cc - 200$ third party 600$ comprehensive). Benzyna jest tania (ostatnio tankowalem po 1.7-1.8NZD). Z uzywanym autem mozna dostac (albo kupic za 200-400$ na 1rok-3 lata) gwarancje mechaniczna, nawet do auta w wieku do 12 lat z przebiegiem do 150000. Przetestowalem nie drobnej awarii - dziala.

    * ceny nieruchomosci sa mniej nadmuchane niz w EU. Wynajem jest co prawda rownie drogi (albo nawet ciut drozszy w przypadku naprawde ladnych mieszkan) jak na Wyspach ale mam wrazenie ze ceny zakupu sa kilkiukrotnie nizsze.

    Jak sie to wszystko podsumuje, to moze zostaje ciut mniej wolnych srodkow na koncie niz na Wyspach, ale na nic nie braknie a zyje sie o wiele fajniej. I czesto okazuje sie ze to na co sie oszczedzalo jest duzo tansze.

    Z mojej perspektywy przeprowadzka do NZ do doskonala decyzja. Ale ja przyjechalem sam wiec bylo latwiej. Cudowna atmosfera zycia - luz, zyczliwosc na twarzach ludzi, brak pospiechu. Od trzech miesiecy nie widzialem JEDNEJ nerwowej sytuacji na drodze. Zatrabilo na mnie moze trzech kierowcow za kazdym razem jak pogubilem sie na skrzyzowaniu i grubo przegialem.

    (jak juz jestem przy autach - nie wiem czy wiesz ale tu sa na odwrot pierwszenstwa skretu w lewo i w prawo niz w innych krajach z ruchem lewostronnym - mi to szef powiedzial odbierajac mnie z lotniska, inaczej na pewno mialbym stluczke pierwszego dnia - ostroznie)

    Wiele, wiele, wiele cudownych miejsc do zwiedzania i odkrycia, jesli lubisz spedzac czas na powietrzu. Czyste powietrze i czysta woda. Nie-przerosniete miasta (moze poza Auckland w/g niektorych). Dobre restauracje i dobre kina. Nie za drogie, choc jak pomnozyc to przez ilosc czlonkow rodziny to juz chyba nie ma tak lekko. Dobre i tanie wino. Tanie kursy pilotazu, jesliby Cie to interesowalo :)

    Pogoda. Niektorzy Kiwi nie bardzo rozumieja jak mozna sie tym zachwycac.. poki nie zobacza jak wyglada zima w EU. Nie jest ciemno i zimno przez pol roku, tylko przez gora dwa miesiace - i zamiast ciemno i zimno jest ciemno i mokro. Lipiec sie konczy, bedzie tylko lepiej.

    Instytucje naprawde cenia pracownikow i o nich dbaja (nie wiem jak private sector ale to nie nasz problem) - dostalem kilka bonusow o ktore nawet nie prosilem i ktorych nie powinienem dostac bo pracuje za krotko. Doceniaja dobrych fachowcow i staraja sie zeby czuli sie doceniani. Jesli chodzi o rozwoj - to przynajmniej u mnie - nie tylko pozwalaja Ci sie rozwijac - ale wrecz wymagaja od Ciebie zebys czesc czasu pracy poswiecal na rozwoj. Panstwo jest przyjazne i nieprzeszkadzajace. Numerek do podatkow, czy rejestracje auta zalatwiasz.. na najblizszej poczcie.

    Jedyna wada to izolacja - zorganizowanie spotkania z przyjaciolmi z EU czy rodzina z EU to kwestia 2tyg urlopu i sporych kosztow. W Europie jednak jest wszedzie blisko. Ale to przez izolacje NZ jest inna - atrakcyjniejsza niz inne miejsca. Prawdziwi przyjaciele i tak przyjada a pozostalych jakos nagle mniej szkoda.

    Dluuuugi ten post. Ale moze sie przyda. Wielu z tych rzeczy nie udalo mi sie nigdzie wyczytac, wiec chcialem sie nimi podzielic. Powodzenia :) W razie czego pytaj.

  19. Rafal Says:

    Dzieki Wam bardzo za wyczerpujace odpowiedzi. Akurat moja oferta (no jeszcze nie do konca) jest z Wellington. Ja mam pewne porownanie bo 3 lata bylem z rodzina w Kanadzie (mialem stypendium na uczelni) a teraz pracuje w Szwajcarii tez na uczelni. Widze ze kazdy z tych krajow jest inny. Akurat w Kanadzie zima mi sie nawet podobala, mimo ze bywalo -40 :-) Jako rodzina nie zyjemy w jakies ekstrawagancji. Zreszta przy piatce dzieci nie da sie w Polsce zyc ekstrawagancko, wiec jeszcze przed wyjazdem z kraju nauczylismy sie oszczednego zycia. Co do izolacji NZ to mi to wlasnie odpwiada, zycie na uboczu i spokoj. Przyrode lubimy i to wlasnie taka z namiotem. jak caly rok spie we wlasnym lozku, to latem mam ochote na cos z elementami survivalu.

    Nie wiem jaka bedzie odpowiedz tych ludzi z uczelni, bo to jednak jest konkurs, ale bedzie problem jak odpowiedza pozytywnie haha. Wiem ze brzmi to nieco dziwnie, ale jakby powiedzieli nie to nie mialbym dylematu co zrobic, a jak powiedza tak, to wtedy bede musial podjac decyzje nie latwa niestety. Problem jaki widze to w przypadku dzieci. Dwa razy juz przezywalismy przeprowadzke i najstarsza corka (15 lat) dwa razy zmuszona byla zmieniac znajomych i widze ze nie jest zbyt chetna by zrobic to po raz kolejny. Podobnie reaguja inne dzieci. Ja ich rozumiem. Przeprowadzka w Europie to auto i pol dnia i sie jest, a tu to jak wyprawa na Marsa nieco.

    W kazdym razie ciekawe jest to co piszecie o dbaniu o rozwoj pracownika. Bardzo mi sie to podoba.

  20. wlgnz Says:

    Moja sytuacja byla podobna choc odwrotna - mialem nadzieje ze w Europie nic nie zaproponuja nic naprawde rewelacyjnego i bede mogl z czystym sumieniem przeniesc sie do NZ :).

    Z dbaniem o pracownika.. no ja mam wlasnie takie doswiadczenie, kiedys w wyborczej online byl caly artykul o NZ ktory dosc mocno to podkreslal i nie ukrywam ze on mnie zainspirowal do tego zeby sie przyjrzec NZ dokladniej. W EU sie korporacjokracja zrobila w recesji - nie znosze tego. Na pewno sa miejsca lepsze i gorsze ale wydaje mi sie ze tutaj jest generalnie duzo duzo lepiej.

    Trzymam za Ciebie kciuki. NZ to nie tylko adres, to pewien zyciowy wybor, styl zycia, wyzwanie, marzenie. Z drugiej strony rozumiem kwestie rodzinne - tzn wydaje mi sie ze rozumiem, bo nigdy nie musialem podejmowac takich wyborow. Na pewno podejmiesz taka decyzje jaka bedzie dla Ciebie i dla Was najlepsza. Nie potrafie sam odpowiedziec jaki poziom zycia zapewni pensja o ktorej wspomniales, bo zwyczajnie nie wiem ile kosztuje utrzymanie dzieci, dodatkowo nie wiem za bardzo jak wyliczyc wysokosc ulg/zasilkow. Jedyne co wiem jak zrobic to przeliczac brutto na netto (revenue ma na stronie kalkulator).

    Ale wlasciwie na to pytanie juz odpowiedziala Immona.

    Jesli sie zdecydujesz, to moglbym Ci podpowiedziec kilka praktycznych rzeczy odnosnie zycia w Wellington jesli chcesz. Nie mam akurat zadnego maila ktorego moglbym zamiescic, jesli Ty takiego masz - mozesz zamiescic go tutaj a ja odpisze. Jesli nie - wymyslimy cos innego (moze Immona pomoze - ten ktorego podaje przy wysylaniu posta jest prawdziwy :)

    Powodzenia.

  21. wlgnz Says:

    BTW Miasto jest absolutnie cudowne, ale ten link w przedstawia je w ironiczny, naprawde zabawny sposob:

    http://www.youtube.com/watch?v=AWVoaf3OuN8

    kontynuacja tematu lotniska: Jak trafisz na silny wschodni albo zachodni wiatr, albo po prostu turbulentna pogode, to moze byc zabawa. Ale spokojnie, nikt tu nigdy nie zginal, choc samolotem w fazie final approach potrafi NAPRAWDE mocno bujac. I lot bokiem to podstawa :D Czasami sie zdarza ze samolot dotknie glownym podwoziem pasa, ale pilot czuje ze nie utrzyma samolotu na pasie, wiec odchodzi na drugie albo trzecie podejscie albo do Palmerston North :D To tylko wyglada groznie. Trzeba byc zrelaksowanym. Taki egzamin wstepny na bycie kandydatem na Kiwi :).

    http://www.youtube.com/watch?v=icZDUp2a8UY&NR=1

    To tak zebys sie nie przerazil. They don’t call it Windy Welly for nothing. A pas jest jeden na kierunku 16/34 i ma tylko 2050m przy czym jest wcisniety miedzy ocean, zatoke i wzgorza :)

    Jedyne lotnisko z pasami na dwoch kierunkach to Christchurch… :)

  22. Alex Says:

    Rafale, nie napisales czy masz zone/partnerke i czy ta osoba zamierza ewentualnie zarabiac/dorabiac.
    Z 70-80k i z piatka dzieci moze byc ciezko. Szczegolnie dla dzieci, im trudniej bedzie wyjasnic dlaczego tatus ryzykuje ich materialny komfort dla wyjazdu na kraj swiata.
    Gdybys mial 100k, nie widzialbym problemu, z 70-80 musisz bardzo uwaznie policzyc. Na moje oko ten rachunek nie bedzie na korzysc NZ.

  23. Alex Says:

    Zona wlasnie mnie skrytykowala i przypomniala, ze o ile bedziesz mial residence permit, to bedzie Ci przyslugiwal sie zasilek dla dzieci, byc moze calkiem znaczacy. Wobec tego byc moze wyjazd do NZ ma sens, ale policz, i poczytaj na co mozesz liczyc w kwestii pomocy panstwa.

  24. Rafal Says:

    Szczerze mowiac, jestem skrajnym antysocjalista i nie lubie w zaden sposob zalezlec od panstwa i jego zasilkow, ale hmmm skoro sie placi podatki to moze to ma jakis sens w ograniczonym stopniu. W sumie dlatego zaczalem myslec o NZ bo czytalem, ze to kraj z duza swoboda chyba pod wzgledem gospodarczym.

    Sama Nowa Zelandia zainteresowalem sie w 2003 roku i najsmiejszniejsze jest to, ze od tamtego czasu konsekwentnie i uparcie dazylem do tego aby kiedys tam wyjechac, a teraz sie zastanawiam. Zajmuje sie naukami inzynierskimi (dokladnie mikroelektronika) wiec dosc latwo przychodzi mi wszelkiego rodzaju matma, za to strasznie ciezko jezyki obce. Najwieksza bariera dla mnie w 2003 roku byl jezyk, tym bardziej ze NZ wymagala zdania dosc ostrego testu, chyba ze spedzilo sie 2 lata w kraju anglojezycznym. Wiec aby obejsc ten problem, dosc ostro pracowalem nad projektami i publikacjami i zalapalem sie na stypendium do Kanady na 3 lata. Mimo tego nawet teraz czuje ze to jest jednak moja slaba strona i ciagle wymaga doszlifowania, chociaz na interview z NZ (przez skype :-) poszlo chyba nie najgozej. Ja zrozumialem ich a oni mnie. No ale na wyniki trzeba bedzie jeszcze poczekac jakis czas. Moj adres email to rafal.dlugosz@gmail.com jakby co.

    W kazdym razie dzieki za wszelkie informacje. Wellington widzialem na zdjeciach. Piekne miasto. Wedlug mnie piekniejsze duzo niz plaskie Edmonton posrodku prerii, w ktorym mieszkalismy, zmrozone zima. Jako ciekawostka, w Kanadzie kazdy samochod mial grzalki przy silniku i kabel, ktory sie na noc podlaczalo do gniazdka aby silnik nie zamarzl i mozna bylo rano pojechac do pracy. Jakby was interesowalo to kilka naszych zdjec z Kanady (czesc ukazuje tamtejsza zime, np. termometr za oknem naszego domku):
    http://konto.bydgoszcz.wsinf.edu.pl/~dlugosz/photos1/canada.html

  25. immona Says:

    Rafał: znam ludzi, którzy widzą to tak: jeśli to, co dostajesz od państwa to mniej, niż zapłaciłeś podatku, to jest to (niezależnie od nazwy) jedynie ulga podatkowa, z którą nikt nie powinien mieć problemów etycznych. Przypadek 80k z piątką dzieci będzie się zaliczał do ulgi - z 80k zapłacisz około 23k podatku, kasy na dzieci będą ci dawać mniej niż te 23k.

    Tyle że nie jestem pewna, przy jakich rodzajach wizy ta pomoc od państwa przysługuje - na pewno przysługuje stałym rezydentom, jeśli masz inny rodzaj wizy, sprawdź to.

    Językiem bym się nie martwiła - jeśli pracujesz w dziedzinie technicznej, w której masz opanowane słownictwo, to nie będzie problemu z porozumiewaniem się w kontekście pracy, a to jest zwykle największy problem. Porozumiewanie się codzienne opanujesz chcąc nie chcąc, bo polskiej mniejszości tu za bardzo nie ma, a okazji do socjalizacji z miejscowymi jest sporo.

    Z tego wszystkiego największy problem widzę z dziećmi i wyrywaniem ich z ich środowiska - przeżyłam to raz na sobie i było nieprzyjemne. Nie skrzywiło mnie jakoś szczególnie na resztę życia, ale uraz do rodziców miałam, lecz każda rodzina jest inna i tę kwestię musisz rozważyć razem z dziećmi, a nie z obcymi ludźmi na Sieci.

Leave a Reply