studia cd.
Zaczęłam studia. Na dzień przed pierwszymi wykładami zalogowałam się na swojego uniwersyteckiego maila i zobaczyłam w skrzynce informacje od wykładowców wszystkich przedmiotów odnośnie przygotowania się na pierwsze zajęcia i o materiałach, które leżą na Cecilu. Cecil to e-platforma “wspomagająca naukę”, gdzie każdy przedmiot, na który się zapisałam, ma swoją zakładkę, a w niej materiały, fora dyskusyjne, quizy, zapisywanie się na konsultacje i ćwiczenia i inne bajery. Ponieważ wskoczyłam, i to w ostatniej chwili, na drugi semestr, ominęła mnie prezentacja tego wszystkiego i dobrze, że się sama zorientowałam - byłam przyzwyczajona do tego, że na pierwszy wykład idzie się zielonym i wszystko ci mówią.
Po przeglądzie umieszczonych na Cecilu materiałów i wymogów okazuje się, że na większości zajęć co miesiąc lub dwa trzeba pisać “esej”, który ma spełniać wszystkie wymogi artykułu naukowego, czyli do każdego stwierdzenia ma być przypis z namiarem na cytowaną publikacje naukową - poziom, którego w PLu wymagano właściwie tylko przy pracy magisterskiej - a źródeł ma być dużo, jednym słowem nie da się czegoś takiego napisać bez siedzenia godzinami w bibliotece. Na inne zajęcia, wykład, odebrałam swojego klikera (i kartkę z tekstem pt. “Twój kliker i ty”). Jest to rodzaj pilota pozwalający wysyłać na żywo odpowiedzi na pytania zadane przez wykładowcę w czasie wykładu, pozwalając w ten sposób studentom uczestniczyć w aktywny sposób w wykładzie, na którym siedzi 500 osób. Wyświetlone na ekranie, rosnące w oczach słupki z wynikami takiego natychmiastowego badania opinii publicznej są rzeczywiście widowiskowe.
Obejrzałam to wszystko z pewnym zdumieniem. W Polsce było w miarę lekko na co dzień, z ostrym kuciem przed i w trakcie sesji; sądziłam, że w przypadku przedmiotów skrajnie humanistycznych nie może być trudniej. Moje cztery przedmioty - normalne obciążenie na semestr, “pełny wymiar godzin” - to tylko 12 godzin rzeczywistych zajęć (wykładów/ćwiczeń) i cieszyłam się, że będę mieć masę czasu na jakąś pracę na pół etatu, wolontariat i prace domowe. Okazuje się, że to w rzeczywistości jest 40 godzin i tyle, mówi uniwerek, trzeba poświęcić tygodniowo - 10 godzin na każdy przedmiot - żeby nadążyć z robieniem testów i quizów na Cecilu, wykazywaniem się na forach, pisaniem artykułów i zbieraniem materiałów do nich i resztą i gdy teraz wgłębiłam się w szczegóły, wydaje się, że nie przesadzają. (Okazało się też, że UoA jest w pierwszej pięćdziesiątce uczelni na świecie, jeśli chodzi o studiowanie sztuk pięknych i jestem lekko przerażona tym, w co się wpakowałam.)
Dotarło też do mnie, że taki system studiów - z wybieraniem przedmiotów, koniecznością czytania ciężkich publikacji naukowych już na pierwszym roku i wymaganiem od studenta bardzo dużej własnej, samodzielnie zorganizowanej aktywności jest normą w krajach zachodnich, w każdym razie tych anglojęzycznych. W Polsce było to bardziej podobne do szkoły średniej - słuchanie, wyznaczony z góry plan zajęć, klasówki i egzaminy. Praca do napisania zdarzała się czasami i zwykle była “semestralna”, jedna na semestr, a nie co półtora miesiąca. Zaczynam rozumieć, dlaczego rynek pracy nie zawsze traktuje wykształcenie z krajów o tym “szkolnym” systemie jako pełnowartościowe, mimo że sama ilość materiału do pamięciowego opanowania jest w polskim systemie zdaje się większa.
July 21st, 2010 at 10:43 am
No, no… jestem pod wrażeniem… Chyba rzadziej będziesz nas odwiedzać na blogu.
July 21st, 2010 at 2:21 pm
fieloryb: bez przesady - do niedawna przecież pracowałam 40 godzin w tygodniu w pracy, która zamiast stymulować umysłowo, męczyła i czas na bloga miałam.
July 21st, 2010 at 8:01 pm
Wszystko się chyba jednak trochę pozmieniało w ostatnim dziesięcioleciu z publikacjami, i cytowaniem źródeł i myślę, że Polskę to też dotyczy.
Znaczy się, z okazji Internetu, naukowych baz danych itd. Kiedyś się nie cytowało i nie podawało odnośników do literatury cytowanej, najnowszych artykułów naukowych itd, bo zwykle nie było do nich dostępu. Obecnie w Polsce studenci czytają zagraniczne artykuły, każdy ma dostęp, czy też hasło do największych światowych baz danych artykułów typu EBSCO i nie ma siły - trzeba czytać po angielsku i pisać recenzje i to też od pierwszego roku. Przynajmniej na UJ w Krakowie. Świat się zmienia, a naukowcom na całym świecie narzucane są pewne standardy pisanie, zwykle zgodne z tymi amerykańskimi. I studentów od pierwszego roku szkoli się w tych standardach.
Mój mąż zaczął teraz studia psychologiczne w Australii na Monash Uni od pierwszego roku i po prostu nie mogę się nadziwić jaka straszna jest unifikacja wiedzy i standardów pisania prac, czytania tych samych artykułów itd. W zasadzie pomyślałam ostatnio, że nie trzeba chodzić na studia, żeby zorientować się w danej dziedzinie - wystarczy dostęp do Internetu.
Pozdrawiam!
July 21st, 2010 at 8:09 pm
a i jeszcze co do rankingów uniwerków - warto zauważyć, że zwykle głównym wskaźnikiem branym pod uwagę w tym podobnych rankingach jest “subiektywne zadowolenie studentów”, czy też ocena przez studentów, a dopiero w którymś tam punkcie dorobek naukowy kadry
July 21st, 2010 at 8:49 pm
Asia S: Zadowolenie studentów?? Nie widziałam wśród poważnych rankingów takiego, który by to brał pod uwagę. Kryteria THE są tutaj: http://www.timeshighereducation.co.uk/story.asp?storycode=408562 (jest w nich opinia naukowców i pracodawców, ale nie studentów).
UJ jest w polskiej czołówce i nie dziwi mnie to, co piszesz, jednak nie wierzę, żeby przez te kilka lat, które minęły od czasu mojego ukończenia studiów w PL system w większości polskich uczelni zmienił się w zakresie władzy, jaką student ma nad doborem tematyki i pory zajęć oraz ilości wymaganego od niego indywidualnego wkładu.
Co do tego indywidualnego wkładu, to problem może być po prostu z ilością personelu (lub czasem, jaki ma on na pracę ze studentami) - na UoA zaskoczyła mnie między innymi liczebność “zespołów” prowadzących pojedyczy przedmiot. Kiedy dwieście osób produkuje co miesiąc czy dwa miesiące artykuł, ktoś musi to sprawdzić, a nie jest to błyskawicznie sprawdzalny test wyboru. Wygląda na to, że tutaj jest po prostu więcej roboczogodzin na studenta.
July 21st, 2010 at 9:45 pm
w tzw organizacji nic się nie zmieniło, ale w standardach co do przyswajania wiedzy i jej wyrażania, prezentowania, formatowania zmieniło się bardzo dużo, wraz z uzyskaniem dostępu do tej wiedzy
Pisząc zadowolenie studentów miałam na myśli, że kryteria brane pod uwagę są przede wszystkim oceniane przez studentów…
dzisiaj jestem zmęczona, ale publikacje i osiągnięcia naukowe (research excellence) stanowią według tego tekstu pod linkiem co mi podałaś 20% oceny
potem jest “kolene 20% teaching excellence” - brane od studentów, potem 5% tego ile obcokrajowców studiuje - czyli znowu to co się podoba, czy też przyciąga zagranicznych studentów
kolejne 50% jest mierzone na podstawie opinie absolwentów i obecnych pracowników - czyli subiektywnej opini studentów (doktorantów+absolwentów)
Opinie to opnie - zawsze subiektywne.
Obiektywnymi miarami są te publikacje i liczba zagraniczniaków, czyli razem 25%.
Kurcze - sorry za lakoniczność, ale właśnie skończyłam tydzień pracy i padam na pysk.
July 21st, 2010 at 9:48 pm
mówiąc o organizacji miałam na myśli elastyczność i przyjazność uniwerków w dostępie do kursów itd - niewiele się zmieniło w Polsce, maszyna biurokratyczna jest oporna na zmiany
natomiast naukowcy muszą trzymać światowe standardy, bo to być albo nie być w dzisiejszych czasach, gdzie dostęp do informacji jest taki łatwy
July 21st, 2010 at 9:55 pm
czytałam kiedyś dokładniejsze wyjaśnienie tego rankingu i naprawdę są to ankiety przeprowadzane na uniwersytetach - czyli opinie.
Moj małżonek pracuje też na jednym z uniwerków w Melbourne i wiem, że otwarcie się studentom mówi, żeby dobrze wypełniali ankiety, bo im lepiej ich uniwerek wypadnie tym lepiej dla nich - tym lepsze będą mieli wykształcenie.
Australijskie uniwerki wypadają na tych wszystkich rankingach bardzo wysoko.
July 21st, 2010 at 10:12 pm
co do roboczogodzin na studenta - jasne, nie podlega dyskusji
Jednak wydaje mi się, że przez szeroki dostęp do wiedzy i wszystkich ważnych publikacji można obecnie uczyć się wszędzie i będzie się uczyć tych samych rzeczy w ten sam sposób i czytać te same teksty i pisać pracę zgodie z takimi samymi ogólnie przyjętymi standardami. To jest nowość i to właśnie ostatnich 10 lat, poprzez niesamowite rozwinięcie technologii telekomunikacyjnych jak Internet, biblioteki internetowe itd.
Mój mąż zaczął te kursy wprowadzające do psychologii na Monash i to co czytał i to co musiał pisać to dokładnie to co ja robiłam na UJ 6 lat temu i byłam mu w stanie pomóc na tyle, że dostał wynik 89% i 96% za pierwsze assigmenty i komentarze od prowadzących, że “najlepsze odkąd prowadzę ten kurs” itd. Co jest dowodem na to, że dobrze mnie wyszkolili na UJ.
Gdy natomiast zaczynałam moje pierwsze studia - Informatykę we Wrocławiu w 1996roku to dopiero podłanczali Internet i nie było w ogóle światowych baz danych ze światową współczesną wiedzą i wielu wielu innych rzeczy, które dzisiaj należą do oczywistych - jak zapisy na kursy przez Internet i czytanie tekstów po angielsku i pisanie prac zgodnie z amerykańskimi standardami pisania artykułów naukowych.
July 21st, 2010 at 10:13 pm
ojej naprawdę bym sobie z Tobą pogadała, ale jakoś mi nie idzie wyrażanie siebie - napisałam kupę tekstu i nawet nie wiem, czy to ma sens
Sorry za kiepski format.
July 21st, 2010 at 11:21 pm
“kolejne 50% jest mierzone na podstawie opinie absolwentów i obecnych pracowników - czyli subiektywnej opini studentów (doktorantów+absolwentów)”
Nieprawda. Jest 40% peer review. Peer review to nie jest “opinie absolwentów i obecnych pracowników”.
July 21st, 2010 at 11:41 pm
Pozwolę sobie podzielić się ogólną refleksją odnośnie naszego Polskiego systemu edukacji.
Wg mnie system szkolnictwa w Polsce ma się źle i byłbym ostrożny w twierdzeniu, że coś się u nas zmienia na lepsze. Ja uważam, iż z roku na rok jest coraz gorzej ze względu na spadający poziom nauczania, który jest efektem scentralizowanego systemu nauczania. Uczelnie mają niewielki wpływ na to jakich studentów przyjmują w swoje mury. Dodatkowo fakt iż coraz więcej ludzi studiuje (pow 50% osób kończących LO) automatycznie obniża jakość nauczania.
W Polskie uczelnie wyższe nie znaczą nic na rynku światowym. Zróżnicowanie jakości absolwentów kończących jedną uczelnię jest ogromne. Dzisiaj dyplom Polskiej uczelni niczego nie gwarantuje pracodawcy w Polsce a co dopiero mówić o zagranicznych.
Na uczelniach państwowych profesura (szczególnie uniwersytetach) to beton na którego nie ma żadnego bata. Nie ma między nimi żadnej konkurencji a to z kolei nie motywuje ich do doskonalenia się i uaktualniania swojej wiedzy. Oczywiście zdarzają się jakieś wyjątki, które mają jakiś autorytet w świecie ale są to tylko wyjątki potwierdzające regułę.
Dopóki student nie dostanie władzy (tak jak to jest w systemie anglosaskim) w postaci możliwości konstruowania własnej siatki przedmiotów dopóty uczelnie w Polsce będą prowincjonalne. Wg mnie najlepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie “demokracji” w systemie szkolnictwa na zasadzie głosowania własnym portfelem ale do tego nasze społeczeństwo nigdy nie dojrzeje a decydentom taka sytuacja jest na rękę.
Pozdrawiam
July 22nd, 2010 at 12:33 am
W Polsce tez sie duzo zmienilo jesli chodzi o studia. Szybko sie przekonasz, ze studia nowozelandzkie tez nie sa tym o czym myslisz. Studiowalem w USA (bakalariat) i w Australii (masters) i moge tylko powiedziec, ze to wszystko tylko tak wyglada powaznie na pierwszy rzut oka. A rzeczywistosc jest taka, ze studenci koncentruja sie na komponentach za ktore dostaja kredyt. Oznacza to, ze tak, spedzaja duzo czasu na pisanie eseju i na przygotowywanie sie do egzaminu. Bo za to jest ocena. Na cwiczenia i wyklady przychodza natomiast kompletnie nieprzygotowani, bo za dyskusje na zajeciach dostaje sie niewiele kredytu, albo w cale. Stad bardzo czesto zdarza sie, ze prowadzacy cwiczenia ma powazne klopoty z dogadaniem sie z grupa. I tak jak w Polsce studenci tez kombinuja, jesli trzeba przeczytac 3 artykuly na cwiczenia, to przeczytaja jeden i cos tam bakna glupiego w casie dyskusji. Tak samo nawet jesli dozwolone sa na przyklad 2 nieobecnosci na cwiczeniach, to nie przyjda na 3 albo 4, aby zyskac czas na pisanie eseju. Potem kombinuja ze zwolnieniami lekarskimi albo jakimis zaswiadczeniami z pracy. Czasem lgaja, ze mieli pogrzeb. Nei wszyscy gtez oddaja na czas esejow. Innymi slowy jest dokladnie tak jak w Polsce, studenci wysilaja sie w tych obszarach, gdzie wiedza, ze to ma wplyw na ocene. reszte olewaja. Cala sztuka polega na dobrej strategii. Przed wzieciem kursu dostaniesz dokladna informacje za co bedzie ocena. Na przyklad, 55 procent za eseje, 35 za egzamin i 10 za uczestnictwo w dyskusji. Co do esejow, to nasprawdzalem ich tysiace w swojej karierze i musze powiedziec, ze zarowno w USA jak i w Australii 70 procent z nich ( i to tych, ktore musialem przepuscic), to byly zwykle wypierdziny. Przepraszam za jezyk, ale tak je zawsze nazywam.
July 22nd, 2010 at 8:08 am
Niezłe. Podoba mi się ten clicker - jako wykładowca bardzo bym to lubił, chociaż mi wystarczają do tego wyciągnięte ręce.
Na sztukach pięknych czy brzydkich to się nie znam, ale wiem, że z poziomem uczelni bywa różnie zależnie od wydziału/kierunku. Na przykład prawo na UJ jest kiepskie, dawno przegrali konkurencję z UW (głównie przez “zaukładzenie” na umór), podobnie informatyka na UJ jest w stanie kiepskim w porównaniu do UW czy nawet AGH.
Ale z tejże informatyki na UJ jeden z chłopaków co był w moim zespole pojechał do UK do Paisley College na ostatni rok studiów - i był załamany ich żałośnie niskim poziomiem. Bo tu jednak musiał zakuwać algorytmy, numerki i inne takie - a tam uczyli ich generalnie jak kompletować rozwiązania z gotowych kawałków, czyli zupełnie inny poziom abstrakcji.
Jeśli idzie o edukację ogólnie w Polsce - cóż, szkoda gadać, wystarczy obejrzeć sobie jak wyglądają matury. Ale to jest “zasługa” globalizacji przynoszącej ze sobą ten sam beznadziejnie głupi system testów - nie ważne czy coś umiesz, ważne że wybierasz odpowiednie spośród a, b, c i d. Ciekaw jestem kiedy się ta plaga wreszcie skończy.
July 22nd, 2010 at 4:55 pm
Krystian: jeśli z ćwiczeniami jest tak, jak piszesz, to świetnie - ja traktuje ten semest przede wszystkim jako zaawansowany kurs angielskiego, w tym mówionego i będę zadowolona, jeśli nikt mi nie będzie przeszkadzał w monopolizowaniu dyskusji
Asia S: nie bardzo rozumiem, jaka jest Twoja główna teza - bo chyba nie taka, że polskie uniwerki należą do najlepszych na świecie. Gdyby tak było, to - nawet pomijając rankingi (którym można na upartego zarzucać niekompetencję/teorie spiskowe) - studenci z całego świata pchaliby się studiować w PLu, a tego nie widać. Trudno się zresztą dziwić, bo dużą rolę grają w tym pieniądze, których polskie uczelnie mają mniej niż zachodnie.
Andy: Dajesz radę policzyć ponad trzysta rąk z dokładnością co do jednej w ciągu dwudziestu sekund?
Oczywiście kliker to akurat zabawny gadżet, bez którego poziom nauczania by nie ucierpiał, ale działa cuda dla skupienia widowni, która może w każdej chwili być poproszona o wysłanie odpowiedzi.
Jeśli chodzi o wkuwanie algorytmów, to nie wiem, na ile jest to oznaka wysokiego poziomu. Wzięłam jeden przedmiot ścisły, statystykę, którą zaliczyłam też na studiach w Polsce (jest potrzebna, jeśli się chce na wyższych poziomach brać przedmioty ukierunkowane na badania). Pewnie by mi mogli przepisać ocenę (5), gdybym poprosiła, ale chcę to zrobić jeszcze raz, ponieważ… na polskiej statystyce dowiedziałam się o *istnieniu* programu takiego jak Statistica, ale poza tym, jak mówisz, ćwiczyliśmy robienie wszystkiego ręcznie. Tutaj na pierwszy assignment za nieco ponad miesiąc mam opracować dane w podobnym programie dostępnym w labie otwartym od siódmej rano do północy i dostarczyć wydruki. I to jest czynność, którą - jeśli będę musiała kiedyś opracować wyniki ankiet czy przeanalizować inne dane - będę właśnie tak wykonywać, a nie ręcznie liczyć odchylenia. Wydaje mi się sensowniejsze pojąć, o co chodzi i nauczyć się posługiwać maszynami wypluwającymi zrozumiałe dzięki temu wyniki niż praktykować mozolne robienie tego, co błyskawicznie robią maszyny. W Polsce jeszcze miejscami pokutuje przekonanie, że napracowanie się (lub wykucie dużej ilości materiału) ma wartość samą w sobie, podczas gdy sensowniejszym celem jest szybkie i sprawne docieranie do pożądanego wyniku/efektu. (Mówię tu oczywiście o wiedzy mającej zastosowanie praktyczne - w przypadku niepraktycznej humanistyki jest inaczej).
July 22nd, 2010 at 6:06 pm
Moja teza jest taka, żeby tego rankingu nie brać za bardzo do siebie i nazbyt serio, bo zaledwie 20% stanowi o poziomie kadry i dorobku naukowym, reszta oceny pochodzi z ankiet. Nie chodzi mi o wypatrywanie teorii spiskowych ale o krytyczne myślenie i właśnie nie branie tych rankingów za serio.
Studiowanie w Polsce jest straszne, ze względu na machinę biurokratyczną. Jeden z moich profesorów mówił, że machina biurokratyczna UJ jest jak Alkajda, nie ma głównych ośrodków. Wszyscy wiedzą, że żle działa ale nie ma się do kogo odwołać. Dlatego też podziwiam tych wszystkich polskich doktorantów, którzy jednak sobie radzą z wszelkimi frustracjami, stypendiami niewypłacanymi na czas, brakiem środków i mimo tego i tak robią niezłe badania i publikują w międzynarodowych presiżowych czasopismach. Ja nie miałam w sobie na tyle siły i zaparcia, żeby walczyć o swoje z wiatrakami, z brakiem środków itd. Dlatego też daję kredyt moim polskim kolegom i koleżaknom, którzy tą walkę podejmują i odnoszą sukcesy.
UJ jest jedynym uniwerkiem w Polsce, który łapie się na te rankingi. Ale myślę, ze UW to też silny ośrodek. Zrobiłam swojego magistra psychologii na filozoficznym na UJ i ogólnie myślę, że otrzymałam bardzo solidne wykształcenie w duchu jakichśtam tradycji, zgodnie ze współczesną wiedzą i międzynarodowymi (amerykańskimi) standardami. Też parę osób bardzo mnie zainspirowało do dalszych poszukiwań.
Informatyka jako nauka jest strasznie młoda, nie ma tej siły ani tradycji, co matematyka, fizyka, czy nawet nauki humanistyczne. Informatykę skończyłam na Politechnice Wrocławskiej i ogólnie mogę powiedzieć, że studia uczą analitycznego myślenia w kategoriach przetwarzania informacji i tyle. Psychologia na UJ była dużo bardziej angażująca i wymagająca więcej pracy i czytania tylu tekstów, że zwykle fizycznie nie starczało czasu.
Ogólnie też uważam podobnie jak Krystian, że wszędzie jest podobnie, studenci są studentami, wielu naukowców to zgredy i bufony i siedzą na uniwerkach nie wiem po co i dlaczego, tworząc pewien zastój i kliki. Urzędnicy wszędzie potrafią być upierdliwi w Polsce nadal brakuje dobrych regulacji prawnych i administracyjnych. Uważam też, że dostęp do wiedzy i informacji w dzisiejszych czasach jest tak łatwy, że jak student jest szczerze czymś zainteresowany i chce się czegoś dowiedzieć to da sobie radę i wyjdzie na swoje, czy to w Australii czy to w Chinach czy w Polsce. Skonczenie studiów niczego nie zapewnia i nie robi automatycznie z człowieka intelektualisty, nie zapewnia nawet pracy, zwłaszcza w swiecie postindustrialnym, gdzie cała produkcja już dawno jest outsourcowana do Chin, a usługi coraz częściej także.
Ogólnie moje opinie są pesymistyczne i krytyczne na ten temat. Też uważam za mało ciekawe porównywanie Polska nie Polska. Bardziej interesujace są dla mnie wszelkie podobienstwa jako skutki i paradoksy globalizacji. To, że drugim najbardziej dochodowym towarem eksportowym Australii jest edukacja wyższa to też chyba bardziej efekt globalizacji niż wysokiego poziomu tutejszych uczelni. I nie upatruję tutaj spisku, a wręcz mam do tego strasznie duży dystans. Puki co cieszę się, że nie muszę jechać na Yale, żeby posluchać wykładów słynnych profesorów ani zamawiać pocztą artykułów z Londynu - wszystko jest na necie.
Też uważam, że nie ma zawodów ani profesji, które gwarantują miejsce pracy, przy tak niestabilnym rynku, korporacyjnym outsourcingu do Chin i Indii. W sumie myśle, że dobrze byc naukowcem w NZ albo w Australii skoro zachodnia edukacja sprzedaje się tutaj jak świeże bułeczki tym wszystkim studentom z Indii i Chin, którzy płacą 5 razy tyle co Australijczycy i niejednokrotnie cała rodzina zbiera latami na czesne.
Także bynajmniej nie bronię Polski, bynajmniej nie kwestionują zupełnie rankingów, ani nic takiego. Pisałaś o rankingach i formacie prac i cytowań w NZ, że sa inne niż w Polsce. Ja doświadczam obecnie coś zupełnie innego i dziwią mnie podobieństwa między kursami psychologii na UJ w Krakowie i Monash w Melbourne. Napisałam, że te rankingi to tak nie do końca, a cytowania z amerykańskimi standardami też się w Polsce pojawiły ostatnimi laty, ze względu na pewna standaryzację nauki, która nastąpiła w ostatnich 10 latach dzięki Internetowi i łatwej wymianie informacji i wiedzy.
Uważam, że dużo się dzieje ostatnio na świecie i dużo się zmienia, w Polsce także.
July 22nd, 2010 at 6:36 pm
Asia S: Rankingu nie biorę “do siebie”. Zaskoczył mnie, bo choć kojarzyłam, że UoA zły nie jest, nie spodziewałam się takiej lokaty. Jest to ciekawostka biorąc pod uwagę to, jak mały to kraj.
Nigdzie nie napisałam, że w Polsce cytuje się inaczej (formaty cytowań są w użyciu różne i tu też się różnią nawet między wydziałami). Napisałam, że w Polsce nie kazano mi na pierwszym roku pisać żadnej pracy z cytowaniami z prac naukowych, a w toku całych studiów takie zadanie zdarzało się od święta, natomiast tutaj się to przerabia cały czas.
July 22nd, 2010 at 6:46 pm
W Polsce obecnie od pierwszego roku każą pisać prace z cytowaniami wg standardów APA (American Psychological Associacion). Podobnie jak w Australii. Myślę, że to się mogło zmienić odkąd wyjechałaś.
Dużo się dzieje ostatnio - Islandia prawie zbankrutowała a w Gecji obcięli pensje o połowę
To ostatni rok. W ciągu ostatnich 10 lat zmieniło się bardzo dużo.
July 22nd, 2010 at 7:04 pm
Asia S: podstawową różnicą jest dla mnie jednak ta możliwość wyboru przedmiotów i układania sobie własnego, indywidualnie dopasowanego toku studiów, a to zdaje się nie zmieniło się.
Nie umiem dostrzec, gdzie w tej dyskusji widzisz podstawy do wnioskowania, że nie jestem na bieżąco z rozwojem wydarzeń w Europie.
A poza tym przepraszam, ale już nie mogę się powstrzymać: “Polskę to też dotyczy”, “podłanczali Internet”, “Puki co”, “Associacion”… u humanistki po UJocie? Auć.
July 22nd, 2010 at 7:31 pm
immona: Byc moze ten wybor przedmiotow byl/jest zalezy od uczelni, bo w 1995r na PWr korzystalam z takiej mozliwosci jak Indywidualny Tok Studiow. Czesc przedmiotow dla danego kierunku byla obowiazkowa. Ale moglismy sobie wybrac inne przedmioty na roznych wydzialach wg wlasnych zainteresowan.
July 22nd, 2010 at 7:40 pm
ateora: tak, ale jest to raczej wyjątek niż norma.
July 22nd, 2010 at 8:08 pm
Mam dysleksje i wale ortografy - nie widzę błędów wizualnie - wszystko wyglada dla mnie dobrze - znam reguły i jak sprawdzę tekst 4 razy to naprawiam błędy. Nie odrożniam też strony lewej od prawej.
July 22nd, 2010 at 8:14 pm
Polibuda wrocławska ma wybor internetowy przedmiotów odkąd założyli sieć wewnetrzną czyli pewnie gdzieś od 1995. Psychologia na UJ ma obecnie katalog z ponad 70 przedmiotami do wyboru.
Nie jestem humanistką w sensie zdolności językowych. Zawsze wysyłali mnie na olimpiady matematyczne stąd Informatykę skonczyło mi się łatwo. Nie mam zdolności jezykowych, zmagam się z językami obcymi. Psychologia obecnie jest nauką empiryczną społeczną więc też bardziej analityczną niż humanistyczną.
Humanistką więc se mogę być najwyżej ideologicznie - wierzyć w wyjątkowość człowieka w przyrodzie itp.
July 22nd, 2010 at 8:15 pm
Asia, ja nie wiem czego Cie na studiach nauczyli, ale drugi raz (z rzedu) mijasz sie z prawda. “Ankiety” stanowia 50%, nie 80%. (Elementary math is hard, isnt it?)
Poza tym, nauka nie jest jedynym celem uczelni, innym celem jest nauczanie. W tym sensie zadowolenie studentow, pracodawcow i “ratio of faculty to students” sa wazne dla oceny jakosci nauczania.
Zreszta, akademicki dorobek na pewno nie uratuje polskich uczelni, bo nie sa z tego specjalnie slynne.
July 22nd, 2010 at 8:39 pm
Alex - nie wchodzę z Tobą w dyskusję, bo nie podoba mi się sposób w jaki dyskutujesz.
July 22nd, 2010 at 8:48 pm
So please don’t talk to me, OK?!
July 22nd, 2010 at 8:53 pm
Ja nie dyskutuje, ja tylko wskazuje ze piszesz nieprawde. Calkiem mozliwe, ze robisz to nieswiadomie, bo np. procz dysleksii masz klopoty z dodawaniem liczb. Wiec sprawdzaj 4 razy swoje dodawanie nastepnym razem.
July 22nd, 2010 at 9:10 pm
O sorry - przedmiotów do wyboru na psychologii na UJ na wydziale filozoficznym jest obecnie dobrze ponad setka:
http://www.psychologia.uj.edu.pl/images/uploads/weblog_files/katalog_2010_11_a282a902c0877c4be9846840d4bc7dbd.pdf
Jest tez system internetowy zapisów i masę innych rzeczy.
Też w Polsce można obecnie płacić rachunki przez Internet. A moj ojciec ma takie ubezpieczenie samochodu, że wykrywa gdzie jest i z jaką predkością jedzie a w razie nagłego pochylenia o 30 stopni w dwa różne kierunki wzywana jest automatycznie policja, pogotowie i pomoc drogowa.
Polska też się zmienia jak zresztą cały świat.
July 23rd, 2010 at 12:38 am
Interesujące. Kim jest Twój ojciec?
July 23rd, 2010 at 9:11 am
Andy
Posiadaczem w miarę nowego samochodu z 2009 roku z wbudowanym GPSem i z pełnym ubezpieczeniem?
July 23rd, 2010 at 9:24 am
Ja tez slyszalem o takich ubezpieczeniach w Polsce. Naprawde wypasiona wersja zapewnia nie tylko automatyczne wzywanie policji, pogotowia i pomocy drogowej, ale rowniez Kompanii Honorowej Wojska Polskiego i powolanie specjalnej sejmowej komisji sledczej z Macierewiczem na czele.
July 23rd, 2010 at 9:38 am
Mam podać markę samochodu i ubezpieczyciela? Marka to Volkswagen zakupiony w Polsce, a ubezpieczyciel to chyba Allianz Direct ale nie jestem pewna.
Coś jeszcze?
July 24th, 2010 at 3:46 am
Czytam sobie tego bloga od dluzszego czasu z duzym zainteresowaniem, bo podoba mi sie sposob wyrazania mysli przez autorke (duzy szacunek za swobode i styl). Nie zgadzam sie oczywiscie ze wszystkimi pogladami, ale gdybym sie zgadzal, to swiat bylby nudny.
Nie moge jednakze czytac comments ze wzgledu na osobnika Alex (meza ?), ktory ma bardzo irytujacy sposob atakowania niewinnych ludzi, probujacych wyrazic tutaj swoje opinie. To, ze sie zawsze ma racje nie oznacza, ze trzeba ja zajadle i w obrazliwy czasem sposob do utraty tchu udowadniac. A jezeli juz trzeba udowodnic, to osobiste wycieczki typu: “ja nie wiem, czego cie na studiach nauczyli”, albo “Elementary math is hard, isnt it?” sa zupelnie nie na miejscu u “wspolgospodarza” blogu. A tak nawiasem mowiac: Alex, pisze sie “isn’t”, a nie “isnt”. Nie wiem czego Cie tam w tej podstawowce nauczyli…
Pozdrawiam z Kanady.
July 24th, 2010 at 1:27 pm
W ten oto sposob pozegnalismy borsuka z kanady. Milego zycia.
A dla “niewinnych ludzi” mam jedna rade: if you have nothing to say, say nothing. Ten blog to nie jest hydepark, nie jest miejscem gdzie kazdy uposledzony moze “probowac wyrazic tutaj swoje opinie”. Jesli ktos bardzo-bardzo-bardzo chce wyrazic swoja opinie, to niech zadba by przynajmniej sprawiala wrazenia iz jej zrodlem jest zycie inteligentne, a nie szum na laczach telefonicznych.
July 24th, 2010 at 8:22 pm
Czemu Alex nie stworzysz własnego bloga? Pies - strażnik żony to kiepska rola i do tego bardzo drugoplanowa
“Ten blog to nie jest hydepark, nie jest miejscem gdzie kazdy uposledzony moze “probowac wyrazic tutaj swoje opinie”
A to Twoja opinia, czy żony?
July 24th, 2010 at 8:39 pm
Asia: nie podobaja sie takie reguly? Nie musisz tu byc, nikt Cie tu na sile nie trzyma.
Nie jestes u siebie, i jesli wydaje Ci sie, ze mozesz przyjsc i zaczac dyskusje o zwyczajach w czyims salonie, to bardzo sie mylisz. Wczytaj sie w to zdanie, bo to ostatnie ostrzezenie.
July 24th, 2010 at 8:48 pm
Oto pozegnalismy Asie, specjalistke od high-techowych ubezpieczen samochodowych i arytmetyki.
July 30th, 2010 at 4:16 am
oO