pierogi i komunizm, czyli kultura polska dla Kiwich
Zaprosiliśmy w zeszłym tygodniu Włoszkę z jej srilankańskim partnerem. Włoszka jest też wolontariuszką, przypisaną innej rodzinie uchodźców i tak się poznaliśmy. Kiedy się dowiedziała, że jestem z Polski, opowiedziała o swojej miłości do pierogów i nie dało się odmówić. Polskich pierogów chce też skosztować inny wolontariusz, Chińczyk, bo Chińczycy też mają pierogi, ale inne. W kolejce do pierogów są też Kiwi, którzy podsłuchali. Mam tylko nadzieję, że wieść o miejscu, gdzie można zjeść polskie pierogi nie rozejdzie się szerzej.
Polską szczególnie zainteresowana była S.: zaprosiła nas na kolację i po wstępnej rozmowie ściszyła głos, jakby pytała o coś nieprzyzwoitego i powiedziała: “Opowiedzcie mi o komunizmie…”
Prostując, że sami z racji wieku niewiele mamy własnych doświadczeń, opowiedzieliśmy o kartkach, girlandach papieru toaletowego obnoszonych na szyi i innych “atrakcjach”. Jej dziecko słuchało z rozdziawioną buzią. S., w odpowiedzi na opowieści o braku towarów, opowiedziała nam z kolei o Nowej Zelandii z dawnych czasów izolacji spowodowanej droższą niż dziś odległością i cłami. Ponieważ rynek był mały, w większości branż było niewiele konkurujących ze sobą firm - trzy, dwie, czasem była jedna i wszyscy Kiwi mieli w domu te same urządzenia tych samych marek i nosili podobne zestawy ubrań i butów wybranych z wąskiej oferty. Na zakupy do Australii czy gdzieś dalej latali tylko najbogatsi bogacze. Jest to pewnie jeden z korzeni demokratycznych, bezklasowych postaw Kiwich.
(Jak można było się spodziewać, wolontariusze poznali jak dotychczas swoje kultury nawzajem lepiej niż kulturę Etiopczyków, którym razem pomagamy.)
July 26th, 2010 at 12:58 am
“Mam tylko nadzieję, że wieść o miejscu, gdzie można zjeść polskie pierogi nie rozejdzie się szerzej”
Czemu? Jeśli ludziom będzie smakowało i będą chcieli po nie wrócić, to będziesz mogła otworzyć modną żarłodajnię z egzotycznym jedzeniem i nieźle na tym zarobić
July 26th, 2010 at 3:50 am
No i jak wychodza te pierogi w NZ. moje pierwsze robione w USA to byla “disaster!”…. Maka byla nie ta sama. Poprosilam moja host family o kupno sera do nich czyli cottage cheese. Amerykanski ser to raczej grudki zmieszane ze smietana czy cos podobnego. Ziemniaki tez inne. Ja ja to wszystko wymieszalam to malo sie nie poplakalam lepiac te pierogi, ktore sie rozlatywaly, bo farsz byl bardzo rzadki a maka inna i pierogi albo sie do wszystkiego lepily, albo wcale sie nie chcialy sklejac. Trauma do konca zycia!
W koncu po latach znalazlam, ze trzeba kupic farmers cheese, ale o to tez bardzo trudno. TEraz jak chce lepic pierogi raz do roku to sama robie ser….
Teraz juz rozumiem dlaczego jedzenie w jakis tam polskim klubie w NY bylo dla mnie egzotyczne. Pierogi nie takie, kapusta dziwna i w ogole jedzenie bylo okropne. Tam mnie moja host family zawiozla, zeby troche zmniejszyc tesknote do kraju i rodziny. Jedzac to paskudztwo ja jeszcze bardziej tesknilam.
July 26th, 2010 at 7:48 am
Ja: Na jadłodajniach się tutaj zarabia niewiele w zamian za wielogodzinną harówkę i dlatego branżę od dawna opanowali źle mówiący po angielsku imigranci z Azji, którzy nie mają na rynku weselszych perspektyw i są gotowi pracować siedem dni w tygodniu po 14 godzin, a tyle trzeba, żeby wyjść na swoje. Dziękuję, postoję.
Edyta: Ciasto na pierogi kupuję gotowe u Chińczyków w ich sklepikach - jest identyczne smakowo z polskim. Na wypadek, jeśli nie znasz tego starego tricku: do sklejania trzeba przejechać po brzegu palcem zanurzonym w ciepłej wodzie. Biały ser zastępuję fetą - wychodzi trochę inaczej, ale nie powiedziałabym, że gorzej, albo używam farszów z rzeczy tutaj dostępnych, np. szpinak, mięso mielone z kuskusem itp.
July 26th, 2010 at 12:59 pm
Jak się ten ser z grudkami odsączy z tej ‘śmietany’ i dobrze rozgniecie z ziemniakami to nie jest tak źle - próbowałem.. a ktoś gdzieś widział w NZ coś zbliżonego do twarogu? (poza fetą - ten patent muszę przetestować)
July 26th, 2010 at 8:17 pm
seb: Nie wiem czy jest w NZ ale szukaj pod tym haslem:
http://en.wikipedia.org/wiki/Quark_%28cheese%29
July 26th, 2010 at 11:01 pm
Ciekawosc swiata Kiwich jest bardzo pozytywna.
W zeszlym tygodniu wszedlem dosc mocno spozniony na firmowe Friday drinks - musialem zalatwic cos “na miescie” po pracy - przy jednym ze stolikow siedzial Kiwi (z ktorym czasami trenuje) z zona. Zaprosil mnie zebym sie przysiadl a potem przed dosc dlugo pytali mnie o inne kraje w ktorych mieszkalem, ich podobienstwa do NZ i kuchnie krajow ktore znam.
Z lekkim niedowierzaniem sluchali o jedzeniu ostryg prosto z muszli (choc wydaje mi sie ze w innych niz Wellington rejonach NZ to znaja) i jeszcze wiekszym niedowierzaniem pytali jak smakuje risotto z atramentem z kalamarnicy
Czasami spotykamy sie ze znajomymi przy kolacji ktora najczesciej gotuje ja - bo lubie. Gotuje po wlosku, z lekkimi wplywami innych kuchni srodziemnomorskich (nie znam za dobrze polskiej kuchni - moja rodzina jest mocno miedzynarodowa - gotowac akurat uczylem sie od wloskich krewnych / przyjaciol). Spora frajde sprawia mi jak Kiwi z duzym zaciekawieniem przygladaja sie “moim” wynalazkom na talerzu. A potem mlaskaja
Bylo dla mnie duzym zaskoczeniem to ze czesto z checia sluchaja opowiesci o komunizmie. Duzo z tego nie pamietam, zreszta nie sa to specjalnie mile ani warte pielegnowania wspomnienia. Na pewno nie zaczalbym opowiadac tych historii jakby nikt mnie nie zapytal.
Bardzo przyjemne jest to ze calkiem obcy Kiwi traktuja mnie jak przybysza z daleka ktory ma do opowiedzenia ciekawa historie. W Europie, po rozszerzeniu EU i migracjach na (zbyt) duza skale natywni czesto bardzo zle patrza na imigracje (widzac co robi ta imigracja zupelnie mnie nie dziwi). Wogole Europa jest skrzywiona na tym punkcie. Kiwi ktory mieszkal kilka lat w Szwajcarii powtarza - to by byl wspanialy kraj, jakby nie to ze mieszkaja tam Szwajcarzy…
July 27th, 2010 at 1:28 am
“Na jadłodajniach się tutaj zarabia niewiele w zamian za wielogodzinną harówkę”
Wybacz, nie chciałem Ci źle życzyć. Myślałem, że to bardziej dochodowy biznes. Tak małe zyski wynikają z niewielkich rozmiarów rynku, czy są jakieś inne przyczyny?
July 27th, 2010 at 8:51 pm
Wlgnz: bardzo ciekawy komentarz.
Ja moge sie podzielic obserwacjami na temat Anglikow. Ci sa faktycznie malo ciekawi nas jako przyjezdnych. Byc moze wynika to nie tylko ze skali zjawiska (szczegolnie ostatnimi czasy), ale chyba raczej z faktu, ze nie uwazaja nas za cos egzotycznego. Wygladamy i zachowujemy sie bardzo podobnie. Bardziej sa zaciekawieni, gdy ktos wraca z urlopu z odleglego zakatka swiata (mimo, ze relacja na ogol ogranicza sie tylko do pogody, zakwaterowania i jedzenia).
Czasem sama probuje ich zaciekawic Polska, nasza kultura, obyczajami.
Hitem byl np. Tlusty Czwartek! Chcialam im pokazac, ze mamy tez swoje “male dziwactwa”, a nie tylko Chopina, Walese czy Wajde. Kupilam wielka pake najlepszych paczkow w okolicy i rozeslalam po biurze maila zapraszajacego na degustacje wraz z podlinkowana definicja z Wikipedii. Nie mogli uwierzyc, ze to “prawdziwe” swieto. Cieszyli sie jak dzieci i zaczeli podpytywac o inne nasze kulinarne osobliwosci majace powiazania z kalendarzem.
July 27th, 2010 at 8:58 pm
@wredna_ruda: ale super pomysl! To z linkiem bylo sprytne - jakbys ich po prostu zaprosila to byliby lekko zagubieni probujac zalapac o co chodzi i powoli ukladajac to sobie w glowie - a tak to sobie przeczytali - klikneli przy okazji pare innych linkow - i czuli sie komfortowo wiec mogli sie cieszyc chwila
Pozdrawiam.
July 27th, 2010 at 10:31 pm
Najzabawniejsze, ze dzielac sie swoja kultura, poszerzamy rowniez wlasna wiedze na jej temat, bo nie wypada przeciez rzucic zdawkowe dwa zdania. Mnie np. zaskoczyla informacja, ktora wygrzebalam, gdy chcialam kolegom wytlumaczyc o co chodzi z imieninami. Mianowicie, ze sa one obchodzone rowniez w wielu innych krajach z poza naszego najblizszego sasiedztwa, jak np. Francja, Szwecja, a nawet Turcja, o Ameryce Lacinskiej nie wspominajac. Do tej pory zylam w blogiej uludzie, ze Slowianie sa tacy wyjatkowi….
July 29th, 2010 at 4:34 pm
Jesli ktos chce sprobowac poskiego jedzenia w Aukland, w ta nidziele organizowany jest Multicultural Expo, 489 Dominion Road, Mt. Eden miedzy 11-4. Jest organizowany przez Auckland Multicultural Society i oprocz jedzenia z Polki mozna sprobowac z Bulgarii i Chile.